Islam w dziewiętnastym stuleciu. Studium z historyii cywilizacyi.

rsz_harem

Rafał Berger

 

Z zakurzonej półki

 

Tym razem sięgam po prawie rozpadającą się książkę Armina Vambery „Islam w dziewiętnastym stuleciu. Studium z historyi cywilizacyi”, wydanej w Warszawie w 1876 roku (przełożył Władysław Bogusławski, wydawnictwo Michała Glücksberga, ss 176).

Autor to urodzony w 1832 roku (zmarł w 1913), węgierski Żyd, turkolog i podróżnik. Właściwie nazywał się Bamberger (lub Wamberger) i dość szybko odszedł od żydowskiej religijności na rzecz ateizmu. Vembery był człowiekiem niezwykle zdolnym. Był studentem uniwersytetu w Peszcie. Brał udział w powstaniu węgierskim w roku 1848, gdzie stracił nogę. W wieku szesnastu lat władał językami: węgierskim (co naturalne), łacińskim, francuskim i niemieckim. Z czasem opanował także: angielski, języki skandynawskie, rosyjski, serbski. Interesował się literaturą i kulturą Imperium Osmańskiego, a w szczególności Turcji, gdzie zamieszkał po rewolucji (dzięki kalectwu uniknął prześladowania). Mając lat dwadzieścia opanował język turecki. Zamieszkał w Konstantynopolu, gdzie był nauczycielem języków europejskich. Później zamieszkał w Teheranie opanowując język perski. W uznaniu jego zasług w tłumaczeniu dzieł osmańskich został członkiem korespondentem Węgierskiej Akademii Nauk. Z tej właśnie instytucji otrzymał stypendium i w przebraniu derwisza udał się w podróż (1862-1864) po krajach Środkowego Wschodu. Odwiedził m.in. tereny dzisiejszego Uzbekistanu, Tadżykistanu, Kazachstanu i Tuwy, Samarkandę. Po podróży powrócił do Persji, a później do Konstantynopola. Efektem jego podróży była książka „Sprawozdanie z podróży do Azyi Środkowej w latach 1862 – 4”, która ukazała się najpierw w języku angielskim w roku 1864, a dopiero rok później w węgierskim, a sam Vambery stał się publicystą i znawcą zagadnień związanych z kulturą islamu o zasięgu międzynarodowym. Był blisko związany z sułtańskim dworem. W uznaniu jego zasług otrzymał profesurę Królewskiego Uniwersytetu Peszteńskiego. Z racji tego, że był zwolennikiem brytyjskiej polityki na Wschodzie (skierowanej przeciwko Rosji) brytyjski król Edward VII uhonorował go, w roku 1902, Orderem Królowej Wiktorii, nazywając go wielkim przyjacielem Anglii. W roku 2005, po udostępnieniu kolejnych brytyjskich archiwów, które przez lata bywają niedostępne dla historyków, okazało się, że Vambry był także brytyjskim szpiegiem i agentem zatrudnionym przez brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Jego zadaniem było zwalczanie rosyjskich wpływów w Azji Środkowej i praca na rzecz ugruntowania brytyjskiej pozycji na subkontynencie indyjskim.

Vambery

Vembery ma w swym dorobku prace o muzułmańskiej kulturze i muzułmańskiej tożsamości. Jedną z nich jest książka „Islam w dziewiętnastym stuleciu…” (1874), w której nie ukrywa swej wczesnej fascynacji kulturą islamu, docenia jej historyczne osiągnięcia, a jednocześnie wskazuje na jej narastające opóźnienia w stosunku do cywilizacji Zachodu i diagnozuje upadek, jeśli nie zasymiluje się z wartościami cywilizacji zachodniej:

Ale jakże maluczką, jak nic nieznaczącą jest ich szkodliwość w porównaniu z rozlicznemi dobrodziejstwami, ze wspaniałemi zdobyczami europejskiej cywilizacji, która mimo swe błędy i niedobory nosi w łonie swojem zawiązek świetnej przyszłości! A jakże nikłemi wydadzą się owe zalety mahometańsko – azyatyckiej cywilizacyi, gdy je sami zestawiemy z tysiącznemi jej wadami, gdy się przyjrzymy rakowi toczącemu świat stary, czyli azyatycki! […] Patryarchalno – romantyczny rys mahomatańsko – azyatyckiej cywilizacyi, ów promyk czarodziejskiego światła świecący po upływie tysiąca lat, niby odbłysk, zagasłej już gwiazdy, mało może na kogo tak oślepiająco, choć w pewnej mierze zbawiennie, podziałał, jak na mnie. Szedłem za jego śladem w pogodnem mego życia zaraniu: ale na cóż się przydała różnobarwna bańka mydlana młodzieńczego zapału, kiedy wiek dojrzalszy ukazał mi po za tą pięknie przyozdobioną zasłoną, tylko brud i nędzę, ruiny i zgniliznę!

Książka skupia się na kilku zagadnieniach. Vambery opisuje je w rozdziałach: „Ludy mahometańskie”, „Kraje mahometańskie”, „Cywilizacya mahometańska”, „Reformy”, „Jakiemi drogami przychodzą reformy”, „Państwo, najwyższa władza, dostojnicy”, Rodzina i jednostka”, „Szkoła wykształcenie i literatura”, „Przemysł i handel”, „Wschód i Zachód”, „Islamizm i chrześcijaństwo”, „ Upadek czy odrodzenie”, „Mocarsta Europejskie i Państwa Mahometańskie”, „Państwa Mahometańskie i Wielkie Mocarstwa Europejskie”.

Ponieważ książka jest napisana w języku dla nas dość anachronicznym, z bulwersującymi, obraźliwymi, mylącymi, a zarazem szalenie interesującymi, w kontekście późniejszych wydarzeń historycznych i czasów współczesnych, opisami, nie odmówię sobie przytoczenia kilku fragmentów, niektórych rozdziałów.

Ludy mahometańskie:

Turek irański jest bez wyjątku szyitą, i to szyitą najczystszej wody. Nakłonili go do tej sekty perscy propagatorowie, bo właściwy szyizm jest wynikiem irańskiej idei narodowej: mimo to rzecz dziwna, szyita turecki dzikszym jest i fanatyczniejszym w swej nienawiści dla tak zwanych trzech pierwszych uzurpatorów Kalifatu, w swojem uwielbieniu dla rodziny Alego, w całem wreszcie usposobieniu, od swego nauczyciela irańskiego; rzecz dziwna, powtarzam, że właściwy Turanom rys ślepej wiary i fanatyzmu religijnego uwydatnia się w nim w sposób nader wyrazisty. Pamiątka wieczoru poprzedzającego rocznicę śmierci Husseina obchodzoną jest w Tebris, w Choi, w Kazwinie i w całym kraju Zakaukazkim z większą skruchą anieżeli w Szyrazie, Jezd, Kirmanie i innych czysto – perskich miastach. W wymienionych wyżej miejscowościach, każda, choćby najmniejsza, wieś ma podczas Moharramu swój plac wytknięty czarnemi flagami do odgrywania przedstawień pasyjnych, a nawet zastęp śpiewaków elegij (Rouzechan) składa się z dwóch trzecich z Turków; wziąwszy więc pod uwagę niestałe i zmienne usposbienie Iranina i oziębłość jego religijnych przekonań, łatwo będzie wywnioskować, że nie tylko wyższością orężną, ale i zapałem religijnym tych plemion tureckich, potomkowie Szeicha i Sefego podtrzymywali panowanie zasady Szyityzmu […].

Cywilizacja mahometańska:

Podziwiając epokę świetności cywlilizacyi mahometańskiej zapominamy najczęściej, że ożywiający ją duch myślicieli mahometańskich, skrępowany był w owym czasie więzami sztywnej scholastyki i że cywilizacya, daleka od pojęcia, które dziś w tym słowie zamykamy, znajdowała się w tym stosunku do massy narodu, w jakim naprzykład przedstawiały się wspaniałe budowle sułtanów Isfahanu, Samarkandy i Agry, do otaczających je nędznych lepianek; słowem cywilizacya, w której dopatrujemy się kamienia węgielnego naszej europejskiej kultury, była sporadyczną, a nawet bardzo sporadyczną.

Książka wpisuje się w nurt literatury krytycznej, czy też krytykanckiej wobec islamu, tak charakterystycznej dla wieków wcześniejszych. U autora przebija niechęć do islamu, może bardziej jako religii w ogóle, niż do innej kultury, kultury pozaeuropejskiej. Być może było to spowodowane ateizmem autora.

Islamizm i chrześcijaństwo:

Suto oturbanieni mułłowie nad Zerefszenem zupełnie tak samo myślą jak „higehurchmen” nad Tamizą. Chęci i cele są tu i tam tesame, i tylko różność pozycyi spowodowała różność działania. W Bucharze opieszały religijant zapędzany jest do meczetu czworokańczastym batem – w Anglii tyrański zwyczaj, posługując się stujęzyczną opinią, zmusza również do chodzenia do kościoła. W Bucharze, teolog sunnicki może swemu szyickiemu koledze nakazać milczenie przy pomocy argumentu „ad hominem”, a jakkolwiek w Anglii procedura podobna w skutek pewnych „Parlamentary – bills” stała się niemożliwą, niemniej przecież „dotykalne” kontrowersye sekciarskie zawsze jednakowo się odbywają zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Różnica polega tylko na tem, że w Bagdadzie naprzykład, w ciągu dziesięciu lat wydarza się jedna tylko bijatyka między sunnitami a szyitami – a w Anglii, pan Murphy przy kazaniach swoich na temat „No – popery” wywołał po cztery do pięciu skandalów – zdarzało się bowiem, że pobożny protestancki duchowny, tak bywał sromotnie obitym przez swoich irlandzkich przeciwników, że musiano go na prześcieradle do domu zanosić, co mu zresztą nie przeszkadzało po wyzdrowieniu na nowo zaczynać. W Bucharze np. nikt na to nie zwracał uwagi, że mój Koran znajdował się między innemi książkami treści historycznej lub poetycznej – w Londynie zaś gospodyni moja wydobywała zawsze trwożliwie biblię z pomiędzy innych książek leżących na stole, i kładła ją na wierzchu, „bo księga Boska – mówiła – zawsze naczele znajdować się powinna”. W Bucharze policya religijna czatuje tylko na utajonych szyitów i na jawnie przekraczających przepisy religijne; w Londynie nie jest się nigdy wolnym, w największym nawet ścisku, od zaczepki fanatycznego roznosiciela lub roznosicielki traktatów religijnych; kto zaś odmówi, przyjęcia podanego zwitka, na którym wypisane jest wielkimi jak pięść literami „save your soul” („ratuj swą duszę”), ten ujrzy w rzuconemu mu przez gorliwca spojrzeniu dotkliwszą pogardę, anieżeli obowiązkowe napomnienie reisa. Nie mniej wstrętną jest owa karykatura niemieckiego protestantyzmu, znana pod nazwą „Muckerthum”. Tu, równie jak tam, na Wschodzie i na Zachodzie, gorliwcy wystrzegają się usilnie wyrażenia „fanatyzm”, nie pomnąc, ze religia stanowiona bez fanatyzmu obejść się nie może. Zarzut uczonego von Döllingera; że Islam nie zdoła obudzić zapału religijnego bez fanatyzmu, jest tym sposobem jawnym argumentem przeciwko potrzebie własnej jego walki z kościołem papiezkim. Przyznaję, że uczucia religijne w piersi łagodnego i uczciwego teologa niemieckiego nie zmienią się nigdy w fanatyzm, ale czyż Europa umiała kiedykolwiek właściwą w tej sferze utrzymać granicę, i czymże stałby się fanatyzm katolickiego i protestanckiego chrześcijaństwa, gdyby nie prawa świeckie, które wytworzyła epoka rozsądku?

Ciekawe jest również jak autor widzi przyszłość:

Przyszedłem natomiast do przekonania , że smutny stan dzisiejszego świata mahometańskiego nie jest bynajmniej wynikiem islamu, lecz wraz z islamem ma swój początek w przyrodzie i ziemi azyatyckiej, że ten posępny obraz teraźniejszości […] długo jeszcze będzie i musi istnieć, dopóki człowiek, oswobodziwszy się z więzów krępujących go od tysięcy lat nie zużytkuje skuteczniej niż dotychczas drzemiącej w nim siły duchowej do zwyciężenia trudności, które mu natura wytworzyła. Ponieważ trudności te zmniejszają się tylko, ale nigdy w zupełności usunąć się nie dadzą – więc społeczność i cywilizacya może w pewnym stopniu ukształtować się według nowożytnej normy, ale nigdy nie stanie się zupełnie europejską. […] Ale zmiana, przeistoczenie stosunków musi nieprzeparcie nastąpić, a w takim razie i Islam w inne oblecze się formy; zmuszony będzie nagiąć się do nowego prądu idei, jak to uczyniło chrześcijaństwo, zreformuje się, ale nigdy nie przestanie być Islamem […].

Autor dopatruje się w świecie Islamu już zaczątków asymilacji z cywilizacją zachodnią i nie wieszczy w związku z tym upadku cywilizacji islamu, a raczej warunkuje jej przetrwanie tą symbiozą.

Upadek czy odrodzenie:

Wybitniejsze […] państwa mahometańskie, ukształtowały lub pragną ukształtować swój wewnętrzny ustrój na wzorach europejskich – co więcej, nawet państwa owe chcą uczyć się od niewiernych chrześcijan mądrości politycznej i sztuki rządzenia, które według zasadniczych praw Islamu, podobnie jak wszelka inna wiedza w Koranie znajdować się mają.

Uwaga na marginesie: bardzo interesujące jest to, że autor odnosi się do ruchu reformatorskiego w Turcji używając nazwy „Młodzi Turcy”, gdzie niektóre źródła „bardzo popularnonaukowe” datują powstanie ruchu Młodych Turków na przełom wieku XIX i XX, wywodząc go ze stowarzyszeń kadetów szkół wojskowych powstałych w roku 1878, kiedy to sułtan rozwiązał parlament. Źródła te podają, że wcześniej istniał ruch Młodych Osmanów (rozdzielając te dwa „byty” polityczne), który powstał w roku 1865 (lub 1863), a przestał istnieć właśnie w roku 1878. Jeszcze inne źródła datują powstanie ruch młodotureckiego na rok 1889: „W 1889 r. studenci wojskowej akademii medycznej – Albańczyk, Czerkies i dwóch Kurdów – założyli tajną organizację. To było jądro ruchu, który do historii przejdzie pod nazwą młodotureckiego” (http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1504388,1,rewolucja-mlodych-turkow.read – stan na dzień 03.05.2015). Paul Smitz, niemiecki dziennikarz i znawca bliskiego Wschodu, datuje powstanie ruchu młodotureckiego właśnie na rok 1863, wskazując na tendencję powstania takich ruchów także w Egipcie i Persji na bazie fascynacji rewolucją francuską. Polskie wydanie książki Vambery’ego, datowane jest na rok 1876, czyli w roku, kiedy w Turcji rozpoczął panowanie sułtan Abdühamid II. W tym samym roku ogłoszono nową konstytucję i powstał rząd utworzony właśnie przez Młodych Turków. W dwa lata później, właśnie w roku 1878, sułtan rozwiązał parlament, obalił rząd i zawiesił konstytucję, co nie doprowadziło do zaprzestania działalności Młodych Turków. W roku 1889 w szkole medyzyny wojskowej powstało tajne stowarzyszenie „Jedność Osmańska”, stawiająca sobie za cel obalenie sułtanatu- tyle inne źródła (nieinternetowe). Już z początkiem XX wieku powstały następne tajne organizacje, partie („Towarzystwo Rewolucyjne”, „Ojczyzna” czy też „Kemalowa” „Ojczyzna i Wolność” ), nazywane ogólnie ruchem Młodotureckim. Autor „Islamu w dziewiętnastym stuleciu….” konsekwentnie używa nazwy „Młodzi Turcy”. Nie rozwijam tego dalej, zwracam tylko uwagę, że warto podchodzić sceptycznie do niektórych źródeł i weryfikować podawaną nam wiedzę, szczególnie internetową, w różnych miejscach.

Ale jakie zdanie miał o tym ruchu Vambery:

W całem rozumowaniu młodych Turków nie mogłem dotychczas znaleźć odrobiny poważnej myśli. Nieuctwo ich tak jest wielkie, że znają zaledwie granice Islamu, a tem mniej jeszcze jego stosunki etnologiczne, polityczne i społeczne; napuszone zaś ich proroctwa są tylko płodem fantastycznych rojeń sensacyjnych europejskich pisarzów. Turcya wstąpiła na drogę reform i naśladowania Europy, a ponieważ uganiając się za modą nie można było pominąć nauczycieli politycznych i bohaterów rewolucyjnych – więc i Osmanowie musieli mieć swoich „Młodych Turków”, jak Rossya miała swoich „Nihilistów”, bo i pod tym względem nie chciano pozostać w tyle za Europą, która miała kiedyś karbonarów, a teraz ma nafciarzy! Innej poważniejszej myśli, lub jakiejbądź politycznej i społecznej doniosłości, w stronnictwie tak zwanych „Młodych Turków” szukać nie należy.

Są i uwagi dotyczące wahabizmu:

Napróżnobyśmy także usiłowali odnaleźć w indyjskim Wehabizmie znamiona, któreby pozwoliły wróżyć o silnem rozbudzeniu się południowo – wschodniego Islamu. Nauka Abdul – Wehaba ożywiona jest duchem najsurowszego purytanizmu; wytworzyła ona fanatyzm, który tylko pod skwarnem niebem Arabii środkowej był możliwym, i który znaleźć można także w innej stronie świata mahometańskiego, to jest tam, gdzie odłam islamu odcięty od całości naturalną czy też polityczną zaporą, pozostawał w wiekowym odosobnieniu, jak np. w Azyi środkowej, której purytańskie dążności niewiele ustępują Wehabizmowi.

Jak pisałem wcześniej książka nie jest islamowi przychylna, ale nie dostrzegam, pomimo wielu nawet obraźliwych pozornie fragmentów, jakiejś złośliwości autora. Tak widzi on ówczesną rzeczywistość z całym swoim bagażem uprzedzeń i poglądów, ale i doświadczeniem wynikającym ze swoich podróży, życia wśród muzułmanów i studiów nad islamem. Jednakże książkę czyta się świetnie, mając na uwadze to, że dokładnie wiemy, co działo się przez następne prawie 140 lat od czasu jej polskiego wydania. Jako muzułmanie idealizujemy islam, co jest zrozumiałe i nawet pożądane, nie idealizujmy jednak muzułmanów, bo wśród nas jest taka samo polaryzacja ludzi, jak w każdej innej grupie społecznej, religijnej, nacji, itp. Czytając słowa Vambery’ego, z drugiej połowy XIX wieku, warto nad tym pomyśleć, jacy jesteśmy, kim jesteśmy, jacy ludzie są wśród nas, jaki mamy stosunek do samych siebie, w jakim kierunku podążamy na ścieżce islamu, na ile bywamy zaślepieni w swych sądach, czy potrafimy prowadzić dialog sami ze sobą?

A teraz, prawie na koniec, „kwiatek” (podkreślenie moje):

Nie należy […] zapominać, że nauka wehabicka znajduje poparcie, w takich tylko ognistych namiętnościach, w takiej gorącej krwi, jakiemi odznaczają się mieszkańcy pustyni Arabskiej i niemniej skwarnych Indyj, w innych bowiem stronach Islamu, mianowicie we wschodniej, północnej i zachodniej, wehabizm jest dotychczas prawie nieznanym – o ile zaś jest znany, o tyle, jako sekta szyicka, niechęć budzi i pogardę.

Budzi uśmiech? Zupełnie niepotrzebnie. Sam w telewizji słuchałem uczonego politologa, który uznał talibów za szyitów, czytałem uczone książki, które ruch Ahmadijja zaliczają do szyizmu, a z drugiej strony znam ugrupowanie, które mieni się szyickim, ale powstając nazwało siebie Braćmi Muzułmańskimi, wywodząc swą ideę od Braci Muzułmanów z Egiptu!

Wiadomość dobra: „serfując” po Internecie, natrafiłem na możliwość zakupu książki w postaci ebook, a także odnalazłem jej „skan”, w jednej z bibliotek cyfrowych. Jako kliniczny przypadek bibliofila, nie polecam takich form czytelnictwa, ale w przypadku książek trudnych do zdobycia, a wartych przeczytania, chyba nie mamy innego wyjścia jak sięgać do takich rozwiązań.

Przy okazji książki Vambery’ego warto jeszcze wspomnieć o postaci tłumacza, Władysławie Bogusławskim, bo to ciekawa postać w naszej polskiej historii. Urodzony w 1839 roku był uczestnikiem powstania styczniowego, pełnił funkcję sekretarza referatu prasowego w Rządzie Narodowym. Aresztowany w roku 1864 zostaje skazany na śmierć. Ułaskawiony, zostaje zesłany na Sybir, gdzie spędził pięć lat. Po powrocie do kraju, został stałym recenzentem teatralnym i muzycznym, a także reżyserem teatralnym. Był członkiem redakcji „Kuriera Warszawskiego”, redaktorem pisma ilustrowanego „Wieniec”, redagował „Bibliotekę Warszawską”, pisał m.in. do „Gazety Polskiej” gdzie na zmianę w Henrykiem Sienkiewiczem publikował cykl felietonów. Był autorem studiów o B. Prusie, H. Sienkiewiczu, G. Zapolskiej, S. Przybyszewskim, i in. oraz rozpraw o tematyce teatralnej. W 1901 został członkiem komisji powołanej w celu przeprowadzenia reformy teatrów warszawskich, był członkiem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy.

Władysław był wnukiem Wojciecha (aktora, śpiewaka operowego, reżysera, pisarza, dramatopisarza, propagator ideologii oświecenia, wolnomularza. Wojciech był dyrektorem Teatru Narodowego w Warszawie) oraz synem Stanisława (dziennikarza, aktora i komediopisarza).

Władysław Bogusławski należał do najwybitniejszych krytyków polskich, ale jednocześnie oskarżany był o stosowanie zbyt ostrych kryteriów estetycznych, co budziło wręcz nienawiść wielu współczesnych mu ludzi kultury.

W. Bogusławski zmarł w Warszawie w roku 1909, został pochowany na Powązkach.