Wywiady

Bądźcie najlepsi w służeniu ludziom

 

Bądźcie najlepsi w służeniu ludziom

 

Rozmowa z szejchem Muhammadem Shomalim

Jeśli, jak wielokrotnie pan powtarza, celem naszego życia jest poznanie Boga, jak możemy ten cel praktycznie osiągnąć?

 

Poznanie Boga nie polega na zdobyciu nowych informacji o jakimś obiekcie, który jest od nas oddalony lub jest od nas oddzielny. Jest to bardziej kwestia rozpoznania niż poznania. Wiemy z Koranu, że Bóg jest bliżej nas niż tętnica naszej szyi, musimy tylko być tego świadomi. Dlatego też główną przeszkodą nie jest niewiedza, jest nią nieuwaga. Można to porównać do sytuacji kiedy zapominamy, że mamy na nosie okulary i zaczynamy ich szukać. Musimy Boga odnajdywać na nowo, musimy być uważni i otwierać oko serca na Jego obecność. Musimy się nieustannie budzić; tak jak powiedział nam Prorok, pokój z nim: „ludzie za życia pogrążeni są we śnie, kiedy umierają, zyskują świadomość”. Kiedy śpisz, masz zdolność rozumienia ale nie używasz jej, nie jesteś świadomy tego, co dzieje się wokół ciebie. Musimy się więc obudzić. W momencie śmierci dzieje się to automatycznie. Bóg powiedział nam w Koranie, że kiedy umrzemy, nasze oczy otworzą się i ujrzymy wszystko wyraźnie ponieważ opadną wszelkie zasłony. Każdy człowiek zobaczy więc Boga. Zamiast więc czekać aż stanie się to automatycznie poprzez śmierć, musimy starać się tego doświadczyć będąc jeszcze w tym świecie. Musimy być jak najbardziej uważni, świadomi i oddawać się refleksji. Dlaczego tak duży nacisk nasze nauki religijne kładą na „ma’rifat al-nafs” (samopoznanie)? Kiedy myślimy o naszej rzeczywistości, skąd pochodzimy, gdzie zmierzamy, jaki jest nasz potencjał, nasze talenty i ograniczenia, wtedy stawiamy się w pozycji, w której łatwiej nam poznać Boga. Ważna jest więc świadomość pochodząca z głębokiej refleksji i kontemplacji nas samych i rzeczywistości. Pomocne są również wszelkie dobre uczynki. Poznanie Boga nie jest bowiem oparte na takich samych zasadach jak poznanie jakiegoś tematu w różnych dziedzinach nauki. Będąc ekspertem od fizyki można być albo dobrym albo złym człowiekiem. Poznanie Boga wymaga jednak dyscypliny duchowej. Bóg jest bowiem najczystszym z czystych i aby Go lepiej poznać muszę oczyścić siebie samego, jest to proces zarówno psychologiczny jak i duchowy. Jeśli więc ktoś chce poznać Boga, nawet jeśli nie jest do końca pewien Jego istnienia, radziłbym mu zarówno naukę i poszukiwania, jak i spełnianie dobrych uczynków. Złe uczynki stawiają bowiem przed tobą bariery. Musisz być życzliwy wobec ludzi, angażować się w działalność dobroczynną, być pomocnym, nie być samolubnym; tak, by twoje intelektualne poszukiwania Boga były uzupełnione przygotowaniem duchowym. Koran mówi nam, że znalezienie Boga nie jest trudne, problem w tym, że serce czasem nie jest gotowe, nie jest wyszkolone, zdyscyplinowane i oczyszczone. Takie serce podświadomie woli być oddalone od Boga, zyskuje dzięki temu poczucie wolności.

Czy więc samo bycie dobrym człowiekiem automatycznie przełoży się na świadomość Boga, czy też są jakieś osobne praktyki, które taki stan wywołują?

Nic nie jest wystarczające samo w sobie. Ważna jest zarówno refleksja i studia nad argumentami za istnieniem Boga, jak i praca nad swoim sercem.

W pańskiej książce „Samopoznanie”, która została przetłumaczona na język polski, część z naszych czytelników jest więc z nią zaznajomiona, cytuje pan hadis Imama Alego, według którego człowiek uważa, że jest mało znaczącą istotą, tymczasem zawarty jest w nim cały Wszechświat. Jak należy to rozumieć?

Toczy się pewna debata co do tego czy słowa te pochodzą rzeczywiście od Imama Alego, jednak koncepcja w nich zawarta jest przez nas z pewnością akceptowana. Niektórzy komentatorzy twierdzą nawet, że to, co widzimy w świecie fizycznym jest tak naprawdę mniejsze od tego, co zawarte jest w istocie ludzkiej. Niektórzy utrzymują też, że to, co widzimy w świecie fizycznym jest pewnym odzwierciedleniem tego, co znajduje się w nas. Tak czy inaczej, świat fizyczny, przy całej jego wielkości, niknie w porównaniu ze światem duchowym. Bóg mówi nam, że przypisuje naszego ducha sobie. Nie mówi tego o naszym ciele, chociaż oczywiście wszystko w ostatecznym rozrachunku pochodzi od Niego. Kiedy Bóg postanowił nakazać aniołom, aby pokłoniły się przed Adamem, nie zrobił tego po stworzeniu jego ciała, zrobił to po tym, jak tchnął w niego swego ducha. Nasz duch jest czymś tak wielkim, że w jednym z hadisów Bóg opisuje go w ten sposób: „Ani ziemia ani niebo nie są w stanie zmieścić mnie w sobie, może jednak zmieścić mnie w sobie serce mego wierzącego sługi”. Mamy więc do czynienia z ogromnym światem nieograniczonych możliwości. Jeśli chodzi o wiedzę, Koran mówi: „nauczyliśmy Adama wszystkich nazw”; jeśli chodzi o miłość, człowiek może być „miłosierdziem dla światów” (jak opisuje Proroka Koran), nie ma więc w tym sensie żadnych ograniczeń dla ducha. Jestem zdania, że tylko ludzie, a może do pewnego stopnia też istoty duchowe, które nazywamy dżinami, mają ten nadany przez Boga nieskończony potencjał. Oczywiście nieskończony tylko potencjalnie. Dlatego też nie ma granicy zarówno dla ludzkiego doskonalenia, jak i nie ma granicy dla ludzkiego regresu i upadku. Gdybyśmy podjęli badania nad ludzkim duchem, prawdopodobnie nigdy byśmy ich nie ukończyli. Bóg powiedział nam w Koranie, że Jego znaki znajdują się w nas i nigdy nie ustają. Każde pokolenie uczonych pozostawia za sobą coś na temat samopoznania, czego dowie się dopiero kolejne pokolenie. Podobnie jak wiedza o Bogu nigdy się nie wyczerpuje, tak też nie wyczerpuje się wiedza o człowieku.

Wspomniał pan o nieograniczonym potencjale samodoskonalenia. Czy każdy z nas posiada taki sam potencjał umożliwiający osiągnięcie duchowego przebudzenia i zadowolenia Boga i w związku z tym czy jesteśmy rozliczani według tych samych standardów? Czy może rodzimy się z różnym potencjałem i będziemy osądzani zgodnie z naszym postępem w ramach właściwego nam potencjału?

Mamy tu do czynienia z dwoma kwestiami. Pierwszą z nich jest potencjał i uważam, że w przypadku każdego z nas jest on nieograniczony. Łatwość urzeczywistnienia tego, co znajduje się w sferze potencjału nie musi jednak być dla wszystkich taka sama. Dla niektórych może być to trudniejsze niż dla innych. Czasami nasze otoczenie, nasi rodzice, przyjaciele, wspólnota czy społeczeństwo, mogą stanowić w tym przeszkodę. Nie oznacza to utraty potencjału, stajemy jednak w takim wypadku przed trudniejszym zadaniem. Ważny jest fakt, że Bóg oczekuje od nas byśmy jak najlepiej wykorzystali to, co nam dano. Nie oczekuje tego samego od nas wszystkich. Jeśli czyjeś okoliczności dają mu pewną przewagę, oczekiwania wobec niego są większe. Mogę więc otrzymać większą nagrodę niż ktoś kto osiągnął o wiele więcej, przyszło mu to jednak bez większego wysiłku. Nie chodzi tu też jedynie o oczekiwania. Często rodzice mają dwoje dzieci, z których jedno jest o wiele bardziej inteligentne od drugiego. Dobra matka czy ojciec nie będą mieć wobec nich takich samych oczekiwań. Mniej inteligentne dziecko będzie uczyło się wolniej od rodzeństwa i rodzice powinni to akceptować. Bóg jednak pomaga tym, którzy starają się jak mogą, osiągnąć ten sam poziom co inni. Weźmy jako przykład osobę mającą trudności z pamięcią, której udaje się zapamiętać jedną stronę z Koranu po wielu godzinach nauki i osobę, która zapamiętuje dziesięć stron w ciągu godziny. Bóg nie tylko nie oczekuje od pierwszej osoby tyle samo co od drugiej, ale też ze względu na wzmożony wysiłek nagradza ją tak jak osobę, która zapamiętała dziesięć stron.

Czy ten proces nauki i rozwoju duchowego kończy się w momencie śmierci? Czy w Raju człowiek w dalszym ciągu ma możliwość rozwoju?

Jest to kwestia, co do której różni myśliciele mają różne opinie. Według niektórych po śmierci takiej możliwości już nie ma, ponieważ miejscem do działania jest świat doczesny i to w nim musimy osiągnąć poziom do jakiego dążymy; życie wieczne jest natomiast miejscem, w którym widzimy tylko rezultat naszych starań. Uznają oni co prawda, że pewne zmiany mogą nastąpić w wymiarze Barzach, wieczne niebo i piekło są jednak pod tym względem statyczne. Nie musi to jednak być jedyna możliwość. Wiemy na przykład, że w piekle niektóre osoby mogą uzyskać przebaczenie, nie dla wszystkich piekło będzie stanem wiecznym. Sugeruje to możliwość zmiany w życiu po śmierci, być może więc podobna możliwość jest także w niebie. Być może na przykład będziemy mieli tam większą możliwość czerpania wiedzy od proroków. Imam Ali powiedział, że Prorok otworzył bramę wiedzy, która otwiera kolejnych tysiąc bram, z których każda otwiera kolejny tysiąc. Ogarnięcie tej wiedzy wymagałoby więc całej wieczności.

Jak wspomnieliśmy, pańska książka „Samopoznanie” została wydana w Polsce, będącej krajem w większości chrześcijańskim. Czy wydaje się panu, że pomimo faktu oparcia w islamskich źródłach tekstowych książka ta może być użyteczna dla poszukiwaczy duchowych nie wyznających islamu?

Jedną z pierwszych osób, którym podarowałem tę książkę był katolicki ksiądz z Włoch, który dostrzegł w niej podobieństwa do nauk chrześcijańskich. W sferze duchowości i moralności takich podobieństw między naszymi religiami jest wiele. Istnieją oczywiście pewne różnice, różny może też być nacisk jaki kładziemy na dane kwestie, nie dotyczy to jednak według mnie fundamentalnych zasad. Gdy w 2000 roku zaproszono mnie do jednego z brytyjskich klasztorów, bym wygłosił przemówienie na temat teoretycznej i praktycznej strony duchowości islamu, obecni tam mnisi dostrzegali w tym, co mówiłem wiele podobieństw z „Regułą św. Benedykta”. Podobne doświadczenia miałem z jezuitami i innymi grupami. W Polsce o ile pamiętam oprócz wykładu dla Papieskiej Akademii Teologicznej zaproszony zostałem również przez dominikanów. Niedawno w Teheranie oraz w Libanie brałem udział w dialogu z przedstawicielami Kościoła Ormiańskiego, gdzie mówiłem m.in. o społecznych aspektach etyki. Arcybiskup tego kościoła, który jest zresztą moim przyjacielem, powiedział, że zgadza się ze wszystkim, o czym mówiłem. Wydaje mi się więc, że książki podobne do mojej mogą być punktem wyjścia do dialogu i znajdowania tego, co nas łączy.

Jakie ma pan wspomnienia ze swego pobytu w Polsce w 2004 roku i jaki kierunek powinien według pana przyjąć w Polsce dialog chrześcijańsko-muzułmański?

Bardzo miło wspominam tą wizytę i szkoda, że nie nastapiły po niej kolejne. Oprócz Krakowa odwiedziłem też Warszawę, gdzie wygłosiłem wykłady nie tylko w ośrodkach chrześcijańskich ale też na uniwersytecie. Na Uniwersytecie Krakowskim zostałem miło zaskoczony informacją, że tamtejszy wydział iranistyki jest najstarszy w tej części Europy. Zdarzył się co prawda jeden mały incydent kiedy pewien człowiek zachowywał się wobec mnie dość agresywnie tylko dlatego, że jestem muzułmaninem, większość Polaków jakich spotkałem była jednak bardzo życzliwa i otwarta. Odnoszę wrażenie, że Polacy są istotną częścią religijnego krajobrazu Europy. Ze względu na ich wciąż dość wysoki poziom religijności mają do odegrania ważną rolę w obronie Europy przed ideami materialistycznymi, mam więc dla nich wielki szacunek i mam nadzieję na ponowną wizytę w ich kraju.

Rozwijający się ruch antymuzułmański w Europie wykorzystuje radykalne głosy w europejskich społecznościach muzułmańskich postulujące wysiłki na rzecz islamizacji tego kontynentu. Jakie powinny być według pana cele oraz obowiązki muzułmanów w Europie? Jak powinny wyglądać ich stosunki z szerszym społeczeństwem oraz ich udział w przestrzeni publicznej?

Ja osobiście nie zaprzątam sobie głowy liczbą muzułmanów w Europie czy w jakimkolwiek innym miejscu. Bardziej interesuje mnie stopień doceniania przez nich wartości boskich, które przyczyniają się do poprawy interesów ludzkich. Moim zdaniem prawidłowo rozumiana religijność jest najlepszym sposobem służenia ludzkości. Jeśli ludzie w Europie traktują wartości religijne poważnie i manifestują je w swym życiu indywidualnym, rodzinnym i społecznym, to jestem z tego zadowolony, niezależnie od tego czy są to chrześcijanie czy muzułmanie. Nie ma żadnego powodu by cieszyć się z dużej liczby muzułmanów jeśli ich religijność jest tylko nominalna. Cieszyłbym się więc ogólnie z większej aktywności ludzi religijnych, świadczących swym zachowaniem o pięknie nauk swej religii. Uważam, że obecność muzułmanów może w tym pomóc, tak samo jak obecność praktykujących chrześcijan. Samo jednak zwiększanie liczby muzułmanów nie jest według mnie istotne. Są w Europie muzułmanie, których lepiej żeby tam nie było, ale też i wielu dobrych muzułmanów, którzy mają swój udział w kulturowym, edukacyjnym i materialnym rozwoju tego regionu.

Jaka byłaby pana porada, jako szyickiego duchownego z Iranu dobrze zaznajomionego z warunkami życia w Europie, dla nowej, wyłaniającej się społeczności szyickiej oraz ogólnie społeczności muzułmańskiej w kraju niemuzułmańskim takim jak Polska?

Jednym z najbliższych mi wersów Koranu jest ten, który mówi muzułmanom: „jesteście najlepszą wspólnotą ustanowioną dla ludzkości”. Bycie lepszym nie oznacza żadnych przywilejów, oznacza bycie lepszym w służeniu ludziom. Mam więc nadzieję, że społeczność muzułmańska będzie starać się być ucieleśnieniem tego wersu. Jeśli muzułmanie chcą być wierni temu przesłaniu koranicznemu, muszą żyć tak, by ludzie mieli powody uważać ich za wzór. Patrząc na nas powinni mieć powody do chwalenia naszej moralności i zauważać w nas wyjątkową uczciwość, szczerość, sprawiedliwość, brak egoizmu, itd. Powinni widzieć, że budujemy silne rodziny, w których mężowie i żony się kochają, rodzice dobrze wychowują dzieci, a dzieci szanują dorosłych. Powinni widzieć, że osiągamy świetne wyniki w nauce, że jesteśmy dobrze zorganizowani. Taka społeczność muzułmańska podobać się będzie Bogu i będzie użyteczna dla innych ludzi, a każdy będzie chciał mieć z nią do czynienia. Jeśli jednak społecznośc jest zamknięta, ludzie albo o niej nie wiedzą bo zajmuje się ona tylko swoimi sprawami, albo broń Boże ludzie mają powody by myśleć o niej źle ponieważ nie traktue ludzi odpowiednio, to nie jest to społeczność biorąca przykład z Proroka czy Ahlul Bejt. Ludzie biorący z nich przykład muszą dokładać starań, by być najlepszą społecznością gdziekolwiek się znajdują. Musimy starać się być we wszystkim najlepsi, nie z arogancji ale z pokory i posłuszeństwa Bogu, z miłości do Boga i Jego stworzeń. Nie chodzi oczywiście o dążenie do bycia najlepszym po to, by osiągnąć jakąś pozycję, powinniśmy być najlepsi w służeniu ludziom. Mam więc nadzieję, że społeczność szyicka i ogólnie muzułmańska w Polsce przyjmie ten fragment Koranu za swój przewodnik . Zawsze powtarzam też, że w formule „Bismillah ir-Rahman ir-Rahim” (W imię Boga, Miłosiernego, Litościwego) mamy wielką lekcję. Bóg mówi nam, że jest Rahman i Rahim. Rahman to według teologii muzułmańskiej ten, który ma miłosierdzie dla wszystkich i wszystkiego, Rahim zaś to odnosi się do wyjątkowego miłosierdzia dla wybranych ludzi. Oznacza to, że wszyscy bez wyjątku objęci są miłosierdziem Boga, niektórzy jednak otrzymują go jeszcze więcej. My jako społeczność również powinniśmy okazywać Rahmaniję i Rahimiję Boga, nasza obecność i działalność powinna być dobra dla wszystkich i każdy powinien mieć z nas jakiś pożytek, w szczególności jednak powinniśmy dbać o naszych członków i o dobrych ludzi. Największą odpowiedzialność mamy wobec swej rodziny i wspólnoty, musimy jednak okazywać troskę wobec ogółu, włączając w to nawet zwierzęta i rośliny. Mam nadzieję, że z pomocą Boga muzułmanie, a w szczególności szyici w Polsce będą dążyć do rozwoju we wszystkich dziedzinach życia, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że jesteście na początku swojej drogi, kładziecie więc pod nią fundamenty. Jeśli fundamentem jest mądrość to z pomocą bożą wyda on owoce. Jeśli fundamentem jest ignorancja, krótkowroczność lub broń Boże egoizm czy trybalizm, to nie sposób oczekiwać sukcesów.

Dziękujemy za rozmowę i czekamy na pana kolejny przyjazd do Polski.

Insza Allah, jeśli Bóg pozwoli.

Z szejchem Shomalim rozmawiali: Arkadiusz Miernik i Asma Mohammed.