Lew Tołstoj i islam: uwagi do tematu

Piotr Stawiński

Lew Tołstoj znany jest powszechnie, jako pisarz, autor Wojny i pokoju, Anny Kareniny, Zmartwychwstania. Są to dzieła wybitne, ale to, co wiąże się z ich powstaniem, jest tylko fragmentem o wiele bogatszej i bardziej złożonej osobowości ich twórcy.

Sięgamy więc po utwory publicystyczne, z ogromnym zaangażowaniem poruszające problemy współczesnego pisarzowi świata. Po dzienniki, wspomnienia i korespondencję, które ukazują dynamikę kształtowania się światopoglądu, krystalizowania się jego stosunku do Boga, człowieka, do samego siebie. Znajomość Tołstoja, jako autora trzech wymienionych wyżej filarów XIX-wiecznej literatury rosyjskiej to tylko połowa prawdy. Całą prawdę ma szansę poznać czytelnik Spowiedzi, Na czym polega moja wiara, Krytyki teologii dogmatycznej i innych utworów, gdzie odwagą i szczerością „prorok z Jasnej Polany” przedstawia dzieje swoich poszukiwań.

Mamy jakby dwa poziomy, na których przebiegały kontakty Tołstoja z różnymi systemami religijnymi, w tym także z islamem. Jeden, ten związany z działalnością pisarską (można go nazwać umownie: erudycyjnym), i drugi, w którym kwestie religijne i etyczne stawały się dla pisarza najbardziej żywotne, nie były „dodatkiem” do życia czy sposobem na życie, ale samym życiem, jego istotą, celem i sensem. Oczywiście, taki podział jest umowny i jeśli go co usprawiedliwia, to w tym przypadku tak wyraźna granica między dwiema połowami życia pisarza. Różnymi nie tylko w stylu życia, zainteresowaniach, ale w tematach i sposobach literackiej ekspresji. Najpierw więc islam stanowił dla niego element wiedzy o realiach opisywanej literacko rzeczywistości i jako taki, dodajmy, nie zaznaczył się w sposób szczególnie godny uwagi.

Ten drugi poziom zapoczątkowany został z ogromną intensywnością w drugiej połowie długiego życia Tołstoja, gdy mając blisko pięćdziesiąt lat, będąc już znanym i szanowanym pisarzem, traci poczucie sensu i wartości istnienia: „Poczułem, że załamała się pode mną jakaś podstawa dotychczasowa, zabrakło mi czegoś, nad czym dotąd stałem i czym żyłem. Życie moje zatrzymało się (…) Nie mogłem teraz znaleźć ani odrobiny sensu w żadnym poszczególnym swoim postępku ani w całym życiu. Dziwiłem się tylko, że nie rozumiałem tego od początku. Wydawało mi się, że całe życie moje to jakiś wyrządzony mi głupi żart (…) wszystko to tylko oszukaństwo i w dodatku liche oszukaństwo (…)”

Lata 1875-1878 to dla Tołstoja okres silnych poszukiwań. Kryzys posunięty aż do myśli samobójczych, a potem uleczenie się przez wiarę. Wiarę, która rodziła się na gruncie przewartościowania ideałów życiowych. Uratowała go przed najgorszym, przyniosła pewne uspokojenie, ale długo jeszcze – właściwie przez całe życie – pisarz szukać miał dla niej najwłaściwszej formuły. Te poszukiwania czyniły go otwartym na idee filozoficzne, religijne i etyczne. Zbliżyły z wieloma przedstawicielami życia religijnego z różnych kontynentów.

POD UROKIEM FOLKLORU

Jeszcze zanim Lew Tołstoj rozpoczął własne studia nad religijnym i filozoficznym dorobkiem Wschodu, pozostawał pod znaczącym wpływem jego dziedzictwa folklorystycznego i artystycznego. Sięgał on czasów dziecięcych i młodzieńczych fascynacji opowiadaniami Księgi i tysiąca i jednej nocy, owego zbioru indyjsko/perskich baśni, które gdzieś od początku X wieku zaczynają krążyć po Bagdadzie, jako zbiór arabski i w wiekach następnych stają się wciąż wzbogacanym źródłem wiedzy, jeśli nie historycznej, to z całą pewnością kulturoznawczej, o części świata pozostającego pod wpływem islamskiej wizji dziejów.

W domu babki pisarza, Pelagii Nikołajewnej Tołstojowej, z domu Gorczakowej, żył ślepy bajarz Lew Stiepanycz. Monotonnym, śpiewnym głosem opowiadał swojej pani na dobranoc opowieści o król Szachrijarze i jego bracie, królu Szachzamanie, opowiadania o sprawiedliwym Allahu i inne. Jeśli babci zdarzyło się przysnąć – wspominali bliscy – nazajutrz ciągnął przerwany wątek.

Kiedy wiele lat później, w czerwcu 1891 roku, księgarz i wydawca Michał M. Lederle zwrócił się do pisarza z prośbą o wykaz książek, które wywarły na nim największe wrażenie w różnych okresach życia, Tołstoj umieścił Księgę w przedziale do lat czternastu. Zapewne znał ją nie tylko z gawęd w domu babci, ale i z własnej lektury. W tym czasie było już kilka przekładów Księgi tysiąca i jednej nocy na język rosyjski. Najprawdopodobniej zetknął się z jej 12-tomowym tłumaczeniem z języka francuskiego, dokonanym przez Nikiforowa, a wydanym w Moskwie w 1796 roku. Być może do niego sięgał, gdy zajmując się pracą pedagogiczną w prowadzonej przez siebie w Jasnej Polanie szkole dla chłopskich dzieci wykorzystywał fragmenty bajek, przystosowując je do realiów, wrażliwości i wyobraźni dzieci rosyjskich (np. Duszeńka zastąpiła Ali Babę). W roku 1862 wydane zostały jako dodatek do pisma pedagogicznego „Jasnaja Poliana” książeczki, w których zamieszczono dwie bajki z „Księgi tysiąca i jednej nocy”: Duniaszka i czternastu rozbójników oraz Nieprawy sąd. Do tematyki arabskiej Tołstoj powrócił na początku lat siedemdziesiątych, przygotowując Elementarz. Na opracowany przez niego podręcznik składały się podania, baśnie i legendy tureckie, indyjskie, arabskie, chińskie. Przy tej pracy korzystał z francuskiej publikacji Pantheon litteraire. Literature orientale, wydanej w Paryżu w 1839 roku.

SPOTANIE Z MIURYDYZMEM

Z kulturą i językiem arabskim miał Tołstoj do czynienia jeszcze w latach 1844-1845, gdy rozpoczął studia orientalistyczne na Wydziale Arabsko-Tureckim Uniwersytetu Kazańskiego. Miał wówczas nadzieję na karierę dyplomatyczną, lecz szybko porzucił studia, by nieco później dać się wciągnąć w wir wojny krymskiej, już, jako oficer artylerii broniącej Sewastopola. Kilkadziesiąt lat później (1909) wspominał naukę języka arabskiego na Uniwersytecie Kazańskim i z żalem stwierdzał, że wszystko zapomniał, „oprócz czytania i kilku słów”.

Walcząc z Turkami czy później w czasie pobytu na Kaukazie pisarz miał wiele okazji, by spotkać się z ludnością muzułmańską, stanowiącą wielomilionową część poddanych imperium rosyjskiego. Ludność ta zamieszkiwała głównie tereny Azji Środkowej, Kazachstanu, Tatarii, Baszkirii. Problematyka tatarska znalazła odbicie w wielu utworach Tołstoja, takich jak Wypad, Wyrąb lasu, Zdegradowany, Kozacy, Jeniec kaukaski. Jednak najpełniej i najdramatyczniej zostały przedstawione losy tytułowego bohatera ostatniego obszernego utworu tego autora, Hadżi-Murat.

Opisując losy dżygita walczącego najpierw u boku duchowego i wojskowego przywódcy kaukaskich plemion muzułmańskich, Szamila, potem zaś współpracującego z Rosjanami przeciw niemu, stawiał sobie za cel dokonanie analizy psychologicznej człowieka uwikłanego w starcie dwóch potężnych despotyzmów: azjatyckiego i europejskiego. Walki Szamila, trwające od 1834 do 1859 roku, wywołane zostały w znacznym stopniu poczynaniami administracji carskiej, odbierającej góralom ich ziemie i sprzedające je osiedlanym tu Kozakom. Bardzo dotkliwe stawały się także ciężary nakładane na miejscową ludność w związku z budową coraz liczniejszych fortyfikacji i umocnień wojskowych. W takich warunkach pojedyncze wystąpienia dżygitów z czasem przemieniały się w wieloletnią wojnę kaukaską, prowadzoną pod religijnymi hasłami ghazawatu.

Pośrednio Tołstoj ilustrował duchowe oblicze miurydyzmu, religijnego kierunku w islamie rozwijającego się w XIX wieku na północnym Kaukazie, aktywnego w walce przeciw kolonialnej polityce carskiej Rosji i popularyzującego idee teokratycznego państwa muzułmańskiego na tym terenie. Wtedy najprawdopodobniej zetknął się bliżej z myślą sufijską i wzorem wielu współczesnych mu interpretatorów przecenił związki miurydyzmu z islamską tradycją mistyczną. Bowiem, jak wykazują nowsze badania, nie znajduje uzasadnienia traktowanie miurydyzmu jak kaukaskiej odmiany sufizmu. Mimo pewnych podobieństw terminologiczno-organizacyjnych i rzeczywistego ożywienia na Kaukazie w XIX wieku nastrojów mistycznych, miurydyzmowi bliżej jest do ortodoksyjnego fundamentalizmu niż do intelektualizmu i mistycyzmu sufich.

Tołstoj, jak się zdaje, patrzył odtąd na islam przez pryzmat „drogi duchowej” (tarika), co utrudniało mu porozumienie z kazańskimi Tatarami. Hadżi-Murata pisał z pewnymi przerwami w latach 1896-1904, a więc w okresie dyskusji z różnymi środowiskami muzułmańskimi. Utwór ten ukazał się drukiem dopiero po śmierci pisarza.

KORESPONDENCJA Z TATARAMI

Po ogłoszeniu na początku 1901 roku orzeczenia Świątobliwego Synodu o odpadnięciu Tołstoja od Cerkwi prawosławnej i ostrzeżenia przed szkodliwością jego poglądów (niekiedy określanego nie dość precyzyjnie anatemą) pisarz otrzymywał wyrazy solidarności płynące z różnych kręgów społeczeństwa. Napisali do niego m. in. kazańscy Tatarzy, co zapoczątkowało wymianę listów i poglądów na tematy religijne. „Wasza zgodność, co do głównych elementów mojej wiary, wyrażonych w odpowiedzi na orzeczenie synodu, bardzo mnie ucieszyła – odpowiedział im. – Bardzo sobie cenię duchowe kontakty z mahometanami”. Dalsza korespondencja była już mniej kurtuazyjna, za to bardziej rzeczowa. Pisarz wprowadza rozróżnienie między „wiarą” (ros. wiera), a „zaufaniem” (dowierie) dla wytłumaczenia własnego i islamskiego stosunku do spraw religii: „To, co wy nazywacie wiarą, jest zaufaniem, tj. uznawaniem za prawdziwe tego, co powiedział ktoś znany; na takim zaufaniu opierają się wszystkie religie (…) są ich tysiące, przeczące jedna drugiej i stąd pochodzi całe zło na świecie. Prawdziwa jest jedynie wiara uznająca istnienie najwyższej Przyczyny – Boga, od którego wyszedłem i do którego wrócę; którym żyję i częścią którego jestem”.

W liście adresowanym do niejakiego Asfendiara Ziajnietdinowicza Tołstoj wyraża swoją nieufność dla wszelkich pretendentów do roli proroka i wskazuje na źródło pełnowartościowych przekonań religijnych, które – jego zdaniem – bije we wnętrzu każdego człowieka:

„(…) posłuchajmy dwojga ludzi, nie jakichś tam proroków (takich nie ma), ale zwykłych ludzi. Jeden z nich pyta: Czy czujesz w sobie coś więcej niż ciało? Każdy (…) odpowie, że odczuwa coś duchowego, myślącego, kochającego. A czy ta istota duchowa jest wszechmogąca? Nie, jest ograniczona. I wtedy powiadamy: Jeśli tak, to powinna też istnieć istota nieograniczona – Bóg, którego w ten niedoskonały sposób odczuwasz w sobie i którego jesteś cząstką. Tak powie pierwszy z ludzi, niegłoszący o sobie, że wysłał go Bóg, że jest prorokiem. Mówi o tym, co każdy zna i może u siebie zaobserwować.
Drugi człowiek – Mahomet – zacznie od słów: wierzcie mi, żem prorok i to wszystko, co wam mówię i co jest napisane w Koranie, to prawda objawiona mi przez Boga. Na to każdy, kto nie jest głupcem zapyta: Czemu mam wierzyć, że twoja nauka pochodzi od Boga? Nie widziałem, jak ci ją dawał i nie mam dowodów, że jesteś prorokiem. Są prorocy u buddystów, braminów, mormonów i to samo twierdzą o sobie.

Zatem to, iż mówisz o sobie, żeś prorok, nie przekonuje mnie w żaden sposób o prawdziwości tej nauki i treści Koranu. Lotu do siódmego nieba nie widziałem i ten argument do mnie nie trafia. W Koranie są fragmenty niejasne, a nawet – jak słyszałem od ludzi – historycznie nieścisłe. Przekonać mnie może tylko to, co sam odczuwam i co poddaje się weryfikacji myślą i doświadczeniem wewnętrznym. Tak odpowie mądry (…) na słowa drugiego z ludzi i jak myślę będzie miał rację.

Takie jest miły bracie, moje zdanie na temat mahometanizmu. Stanie się on dobrą nauką, zgodną z przekonaniami wszystkich prawdziwie religijnych ludzi dopiero wtedy, gdy odrzuci ślepą wiarę w Mahometa i Koran i stanie się zgodny z rozumem i sumieniem wszystkich ludzi. Proszę o wybaczenie, jeśli moje słowa obrażają Pana. Prawdy nie można mówić w połowie – całą albo nic.”

Otrzymał wyczerpującą odpowiedź, która zdaje się być warta przytoczenia, bowiem ilustruje stanowisko muzułmanów w tej dyskusji.

„Wielce Szanowny Lwie Nikołajewiczu,

Wciąż nie przestajemy rozmyślać nad listami od Pana, które uzupełniając się wzajemnie wprawiły nas w zdumienie i dodały odwagi do podjęcia dyskusji. W swoim pierwszym liście mówił Pan o znajomości terminu „tarika” i tradycji sufijskiej. Oddając im należyty szacunek, nie może się Pan zgodzić z tym, by poznanie Boga miało być udziałem tylko niektórych ludzi, odpowiednio przygotowanych przez ascezę i modlitwę. Proszę wybaczyć, ale to wskazuje na pańską niepełną wiedzę o tarika, o czerpaniu nie ze źródła, ale z wtórnych opinii orientalistów.

Wstrzemięźliwość, życie moralne, rozmyślania o Bogu są tylko środkiem przybliżenia duszy ku Niemu, a nie sposobem ogarnięcia zmysłami Jego istnienia. Nie możemy zgodzić się z Panem, że dusza ludzka jest cząstką bóstwa. Uważamy jednak, że jest ona zdolna pojąć Boga, bowiem zgodnie z naszą nauką Ten wnika w nią i wznosi do obcowania ze sobą. Pod Bożym spojrzeniem dzieje się tak z duszą największego bezbożnika.

Bardzo zdziwił nas Pański sąd o mahometanizmie, będący powieleniem przesądów średniowiecznych. Jak się okazuje, po dziś dzień są one w mocy panować nad umysłami, nawet takich ludzi jak Lew Tołstoj. Mówi Pan o tym, że mahometanizm będzie dobrą nauką, „gdy odrzuci się ślepą wiarę w Mahometa i Koran i stanie się zgodny z rozumem i sumieniem wszystkich ludzi”. Z tego wniosek, że i Pańskim zdaniem jest w nim pierwiastek zgodny z rozumem i sumieniem wszystkich ludzi, podczas gdy tak naprawdę nie ma tam niczego niezgodnego z nimi, jeśli nie patrzeć przez pryzmat uprzedzeń chrześcijańskich. „Całe kłamstwo, które ze szlachetnych pobudek gorliwość chrześcijańska związała z tym imieniem (Mahometa i jego nauki) hańbi wyłącznie nas samych” – mówi Carlyle. Zarzut ślepej wiary, jeśli może być uczyniony komukolwiek, to w najmniejszym stopniu muzułmaninowi. Wysłannikom jednego z plemion arabskich Mahomet powiedział, wyjaśniając istotę swojej nauki: „Nie sprzeciwiajcie mi się w tym, co dla was dobre”. Tym samym otworzył drogę rozmyślaniu.

Z naszego muzułmańskiego punktu widzenia ślepa wiara nie ma racji bytu, jest tylko wiara potwierdzona rozumem. Przywoływany przez Pana człowiek odczuwa coś niejasnego, czego nie może sensownie wyjaśnić, podczas gdy ja, muzułmanin, widzę wszystko, co mnie otacza: niebo, ziemię, gwiazdy, ludzi, zwierzęta, i wiem, że ani ja, ani nikt taki jak ja nie jest w stanie stworzyć czegoś podobnego. Jest zatem taka istota, która to stworzyła. Rozmyślam nad sobą: oto mam wzrok, by widzieć, węch, by czuć zapach kwiatów, słuch, by rozkoszować się śpiewem ptaków, i na koniec mam zdolność myślenia, rozum. Gdy pytam sam siebie, kto obdarzył mnie tym wszystkim, to nie znajduję innej odpowiedzi, jak tylko to, że uczyniła to ta sama istota. I tak zrodziła się wiara – przekonanie o istnieniu Boga. Jasna, przemyślana, oparta na oczywistości. A nie mgliste przeczucie, wywołane pytaniami naprowadzającymi. Ślepej wiary w ogóle być nie może, skoro Koran w wielu miejscach odwołuje się do rozumu ludzkiego.

Co się tyczy zarzutu wiary w Mahometa, to zastanówmy się, czy zasługuje on na tę nabożną cześć, z jaką się do niego odnosimy. Proszę zwrócić uwagę, iż mówimy: „Świadczę, że Mahomet jest sługą Bożym i jego prorokiem”. Już przez to nie ma możliwości ubóstwienia go, jak to się stało z innym wielkim człowiekiem. Koran mówi zwracając się do Mahometa: „Powiedz: jestem takim samym człowiekiem jak i wy”. Taki stosunek do samego siebie, wymuszony z góry, sprawia, że jego nauka staje się dostępna człowiekowi, którego dusza czuje coś bliskiego, swojskiego w treściach przekazywanych mu przez anioła z nieba, ale takiego jak i on mieszkańca ziemi. Jest to jedna z największych zasług Mahometa, rozjaśniających jego oblicze. Nie chciał dla siebie ni sławy, ni bogactwa. Pewnego razu, gdy wchodził do meczetu, a ludzie wstawali oddając mu cześć, powiedział: „Nie oddawajcie mi honorów w domu waszego Boga”. Żądał pokory, oddania (islam) nie dla siebie, lecz dla Boga. Nie chodzi tu o jakąś fatalistyczną pokorę, jak się czasem sądzi, ale o oddanie wypływające z wdzięczności za Jego szczodrość, uwielbienie Jego głębokiej mądrości, dążenie ku Niemu. To umiłowanie prawdy, wszak Bóg jest Prawdą. W tych paru słowach zawiera się istota islamu.

Historia nie zna drugiego człowieka, który porwałby się na taki wyczyn nie mając do dyspozycji nic ponad palące pragnienie wyrwania współziomków z błędu i przekonanie o własnej misji. Ani prześladowania, jakie go spotkały od swoich, ani prześmiewiska poetów, ani zagrożenie życia nie były w stanie go powstrzymać. Nie jest to przypadek, a przejaw działania Opatrzności. Nie będę się nad tym rozwodzić, bo ma Pan prawo powiedzieć, że mówi to muzułmanin, ale nie mogę przemilczeć rzuconej przez Pana mimochodem uwagi o podróży Mahometa, ironicznie nazwanej „lotem do siódmego nieba”. Ten „lot” jest jednym z filarów krytyki przeciwników islamu. Żeby nie męczyć Pana nad miarę, powiem krótko: po pierwsze, Mahomet nie opiera na nim ani jednego z dowodów prawdziwości swojej nauki o Bogu, po drugie, w samym Koranie jest miejsce mówiące o tym, że to był sen. Wspaniały, zdumiewający, nawet, jeśli Pan chce – wieszczy, ale mimo wszystko sen. Oto werset: „I uczyniliśmy to widzenie, które tobie pokazaliśmy”. Mahomet nie chciał przedstawić swojego lotu jako czegoś cudownego, zesłanego przez Boga, po prostu opowiada o tym śnie. A co się tyczy wyznawców islamu, to czyż religia ma odpowiadać za to, co z jej prawdami czynią prozelici?

Nie można winić islamu za to, że ze snu założyciela religii zrobiono cud – jeden z kamieni węgielnych dowodu na prawdziwość jego boskiego charakteru.

Oto, wielce szanowny Lwie Nikołajewiczu, wszystko, co mam do powiedzenia na Pański list. Jeszcze raz podkreślam konieczność streszczenia się, by Pana nie znużyć poruszając te ważne tematy.”

W KRĘGU LEKTURY

Zainteresowanie pisarza różnymi systemami religijnymi i głoszonymi przez nie prawdami było ogromne od czasu wspomnianego wcześniej przełomu duchowego. Studiował także islam, znał Koran. Chciał, by wiedza ta upowszechniła się wśród społeczeństwa. Już w 1884 roku pojawiła się u niego idea wydania zbioru najwartościowszych myśli wybitnych przedstawicieli ludzkości (Krąg lektury). Później sformułował tę myśl tak: „Posiadamy, przesiane przez sito czasu, myśli mędrców, którzy wyłonili się w ciągu tysiącleci wśród wielu narodów. Odrzucono to, co przeciętne, zostało tylko to, co samodzielne, głębokie i potrzebne. Zostali: Zoroaster, Budda, Chrystus, Mahomet (…)”.

Celom popularyzacji służyć miało założone z W. G. Czertkowem, przyjacielem i współpracownikiem Tołstoja, wydawnictwo „Pośrednik”. Powstało ono w listopadzie 1884 roku. Redakcja, księgarnia i magazyny znajdowały się w Petersburgu, potem w Moskwie. Wydawnictwo drukowało tanie książki, uznane przez jego organizatorów za pożyteczne dla rozwoju duchowego człowieka. Czertkow, prześladowany w Rosji przez władze państwowe, skazany na wygnanie przeniósł się do Anglii, gdzie prowadził dalej swą działalność, w myśl zasady: „Nie w sile jest Bóg, a w prawdzie”.

Kontakty autora Spowiedzi z islamem ożywiły się znacznie, gdy przygotowywał do druku zbiorek myśli Muhammada. Jego podstawą miał być wybór hadisów wydany w Indiach w 1905 roku pod redakcją Abdullaha al-Mamuna Suhrawardy’ego, który przysłał ich egzemplarz pisarzowi. Tołstoj mówił, że wszystkie hadisy są interesujące i głębokie i że cała książka zasługuje na to, by ją wydać. Pozwoliły mu, twierdził, wyzbyć się uprzedzeń do Proroka i Koranu, jakie przedtem żywił. Skłoniły do głębokich studiów nad islamem.

Wiemy, że Tołstoj znał Koran, czytał także książkę W. Sołowiowa Mahomet, jego życie i nauka, wydaną w Petersburgu w 1902 roku. Własne dzieło Tołstoja na ten temat ukazało się w roku śmierci pisarza (1910), we wspomnianym już wydawnictwie „Pośrednik”, jako Wypowiedzi Mahometa niezawarte w Koranie, wybrane przez L. N. Tołstoja, z przedmową N. Gusiewa:, Kim był Mohomet.

Krótki, zawarty na kilku stronach rys postaci Proroka nie mógł rzecz jasna, dać wyczerpującej informacji na temat okoliczności powstania, rozwoju i twierdzeń religii, o której pisano, że „wyznaje ją na całej kuli ziemskiej 200 milionów ludzi”. Nie to też było celem tej publikacji. Dla naszych rozważań wart przytoczenia jest akapit obrazujący podstawy islamu: „Istota tej wiary sprowadza się do tego, że Bóg jest jeden i nie należy czcić innych bogów, że jest miłosierny i sprawiedliwy, że los każdego człowieka zależy od niego, – jeśli wypełnia boże prawo, to w życiu przyszłym otrzyma nagrodę, a jeśli nie, to karę, (…) że Bóg chce, by ludzie kochali Jego i siebie nawzajem. Miłość do Boga wyraża się w modlitwie, do bliźnich we współczuciu, pomocy i przebaczeniu”. Dalej autor zwraca uwagę na prześladowania, jakie spotkały Muhammada i jego zwolenników, oraz na pozytywne wyróżniki nowej społeczności. Jednakowoż „odrzucający wojnę i przemoc w kwestiach społecznych i materialnych” Prorok, ulegając naciskom współwyznawców, dopuścił „wojowniczość w sprawach wiary, myśląc, że dogodzi Bogu przysparzając mu wiernych siłą (…)”. Nieco dalej znajdujemy echo głoszonej przez Tołstoja idei nie przeciwstawiania się złu przemocą, gdy mówi o tym, że „niezależnie od surowej moralności i czystości życia mahometan, wywołujących u wszystkich sympatię i szacunek, nauka ta nie rozprzestrzeniła się tak jak religie głoszące łagodność, miłosierdzie i przyznające tylko Bogu prawo decydowania o życiu i śmierci”.

Autorem wstępu do książki był Gusiew, ale to Tołstoj redagował całość, stąd możemy przyjąć, iż Gusiew wyraża jego zapatrywania na islam. Tym bardziej, że posiadamy świadectwo profesora moskiewskiego konserwatorium Aleksandra Goldenweisera, bliskiego znajomego Tołstoja, o wpłynięciu przez pisarza na treść przedmowy. W wyniku tego usunięte zostały fragmenty nadto podkreślające ujemne strony ostatnich lat życia Muhammada. Jeśli wierzyć Goldenweiserowi, kierowano się przy tym celem publikacji (miała wskazywać co było mądrego w nauce islamu) i względem na uczucia środowisk muzułmańskich. A przecież i po korekcie pozostała nuta krytycyzmu.

„REVIEW OF RELIGIONS”

W zasobnej bibliotece jasnopolańskiego domu zachowało się około 22 tysięcy egzemplarzy książek, broszur i periodyków, pisanych w 20 językach. Większość z nich zgromadził sam gospodarz pracując nad swoimi utworami, wiele przysłali mu wydawcy i autorzy. Wskazują one na bardzo szerokie zainteresowanie autora Wojny i pokoju. Liczne uwagi i komentarze na marginesach książek świadczą o starannej i aktywnej ich lekturze.

Wśród periodyków przysłanych Tołstojowi przez organizacje religijne znajdują się nie tylko te wydawane w Rosji, ale również czasopisma wychodzące w innych krajach europejskich i azjatyckich. Interesujące jest, że nie ma wśród nich ani jednego katolickiego, protestanckiego czy żydowskiego pisma.

Zachowały się natomiast egzemplarze „Review of Religions”, figurujące w katalogach biblioteki (sporządzonych już po śmierci właściciela), jako „indyjski periodyk muzułmański, przysłany Tołstojowi przez redakcję”. Świadczy to o tym, że w swojej lekturze Tołstoj nie ograniczał się do prac klasycznych, lecz zaznajamiał się również z nieortodoksyjnymi odłamami islamu, jakie prezentował „Review of Religions”, wydawany przez założoną w 1890 roku z inicjatywy Mirzy Ghulama Ahmada północnoindyjską wspólnotę Ahmadijja. Pismo to zostało utworzone w roku 1902 dla propagowania w Europie idei religijnych Obiecanego Mesjasza, jak nazywano Ahmada. Wychodziło początkowo w dwóch wersjach językowych (urdu i angielskiej) i oprócz upowszechniania własnych poglądów, co było jego głównym celem, poświęcało sporo miejsca omawianiu historii i wierzeń innych religii oraz polemice międzywyznaniowej.

Wszystko wskazuje na to, że po raz pierwszy Tołstoj zetknął się z tym pismem w 1903 roku, otrzymując jego egzemplarz wraz z listem muftiego Muhammada Sadiqa datowanym 28 kwietnia tegoż roku. Odpowiedź na ten list jest bardzo znacząca dla zrozumienia jego stosunku do różnych systemów religijnych, w tym do wspólnoty Ahmadijja i ambicji jej założyciela – Mirzy Ghulama Ahmada:

„Szanowny Panie,
Otrzymałem list Pański wraz z ulotką zawierającą portet Mirzy Ghulama Ahmada, a ostatnio także egzemplarz wzorcowy „Review of Religions”. Dowody śmierci Jezusa i odkrycie domniemanego grobu uważam za zupełnie bezużyteczne, ponieważ żaden rozsądny człowiek nie może wierzyć w zmartwychwstanie. Co się tyczy osoby Mirzy Ghulama Ahmada, nazywanego przez Pana Obiecanym Mesjaszem, to wszystko, co Pan pisze i co zostało napisane w ulotce, zupełnie mnie nie interesuje. Nie potrzeba nam nowego mesjasza, ale mądrych nauk regijnych i jeśli Mirza Ghulam może nauczyć ludzi czegoś takiego, to chętnie to przyjmę. Na razie jednak nic o tym nie wiem.

Z uznaniem przeczytałem dwa artykuły: Jak uwolnić się od grzechu i Przyszłe życie, zwłaszcza ostatni. Dziękuję za list i przesyłkę.”
Niecałe trzy miesiące później Tołstoj pisze kolejny list do muftiego Sadiqa:

„Otrzymałem list Pański wraz z 12 numerem „Review of Religions” i dziękuję za to. Wiele artykułów jest bardzo interesujących, ale ubolewam, że w tak znacznym stopniu są one poświęcone polemice z innymi kościołami. Nie chcę przez to powiedzieć, że są nieprzekonywujące, lecz uważam je za bezużyteczne. Przeczytałem także pisma Obiecanego Mesjasza i jestem przekonany, że nie ma w nich nic wbrew rozsądkowi. Niestety, nie znalazłem w nich także nic specjalnie nowego ani wyrażonego lepiej niż było to już czynione przed nim. W pełni zgadzam się z Panem, iż głównym złem naszych czasów jest brak prawdziwej religii. Myślę, że każdy, kto ma takie uczucia, powinien dzielić się nimi z bliskimi wszelkimi sposobami, głównie przez przykład dobrego życia. Oto, czego nam trzeba i co powinniśmy obecnie robić.”

Refleksje na temat artykułów zamieszczonych w „Review of Religions” możemy znaleźć na kartach wspomnień długoletniego lekarza domowego i przyjaciela pisarza – Duszana Makowieckiego, Słowaka. Tołstoj wspomina to pismo w maju, a potem jeszcze w listopadzie 1905 roku, gdy chwali „solenność, poczucie godności i spokój muzułmanów”, wówczas jeszcze nie bardzo zdając sobie sprawę z charakteru wspólnoty i jej usytuowania w łonie islamu. Generalnie nie jest nim zachwycony – „czasopismo słabe, wciąż tylko polemizuje z chrześcijaństwem i mają jakiegoś proroka”. Jednak duże wrażenie zrobiły na pisarzu artykuły poświęcone małżeństwu i pozycji kobiety w islamie. Najpewniej chodziło o teksty: Poligamia i Odparcie zarzutów przeciw poligamii. Streszczając je bliskim podkreślał, że wyższym ideałem w tej religii jest monogamia, dopuszcza się jednak wielożeństwo uregulowane odpowiednimi przepisami. Z uznaniem mówił o zawartej w tych artykułach trosce o brak względu lekarzy na wstyd kobiety, interesował się postępowaniem z żonami, które sprzeniewierzały się mężom. Ogólnie uznał muzułmański stosunek do kobiety lepszy od „obłudy chrześcijańskiej monogamii”. Tymi myślami dzielił się Tołstoj m. in. Z Siergiejem Nikołajewem, tłumaczem, autorem Życia Kriszny, proponując mu przekład wspomnianych artykułów na język rosyjski.

W kwietniu 1907 roku Duszan Makowicki prosił Czertkowa o wysłanie redaktorowi omawianego periodyku niektórych prac publicystycznych Lwa Nikołajewicza. Ostatni kontakt pisarza potwierdzony we wspomnieniach datuje się na 20 czerwca 1908 roku, kiedy to odnaleziony wśród poczty kolejny egzemplarz czasopisma z Indii stał się pretekstem do wytknięcia Hindusom przejmowania europejskiego stylu życia. „Czyż wszystkie ideały – pytał autor Spowiedzi – mają polegać na przyswojeniu liberalizmu?”

WAJSOWCY Z BOŻEGO PUŁKU

Kontakty Lwa Tołstoja z przedstawicielami wspólnoty Starobrzędowa Społeczność Muzułmanów Wajsowskiego Bożego Pułku zostały w literaturze polskiej zasygnalizowane artykułem Muchammeda Gajana Wajsowa, opublikowanym w 1932 roku w „Roczniku Tatarskim”. Jego autor, syn założyciela sekty, Bagautdina Wajsow zamieścił w nim faksymile listu pisarza do cardara Wajsowa z 18 maja 1909 roku, wywołanego aresztowaniem przywódcy. List ten nie zawiera istotniejszych treści poza słowami otuchy, solidarności i ofertą pomocy. Jest kontynuacją wcześniejszych kontaktów obu mężczyzn.

Ideologię i losy wajsowców Tołstoj poznawał m. in. Z listów i opowieści pisarza Iwana Nażywina, który jeździł do Kazania o donosił mu o prześladowaniach, jakie ich spotykają za odmowę służby wojskowej, oraz ust samego Ginanuddina Wajsowa. Syn założyciela wspólnoty, cardar Wajsow, odwiedził Jasną Polanę 11 lutego 1909 roku i pozostał tam przez kilka dni. Wtedy też przyjechał Iwanow, przywożąc ze sobą korektę Wypowiedzi Mahometa… To spotkanie stało się okazją do wymiany poglądów na tematy religijne. Tatar robił na pisarzu dobre wrażenie. Tołstoj miał mu jednak za złe zbyt liberalne traktowanie Koranu. Niedługo po wyjeździe z Jasnej Polany Wajsow wraz z innymi przywódcami sekty został aresztowany i osądzony. Wiadomość o tym dotarła do Tołstoja 1 marca 1909 roku.

Zainteresowanie autora Kozaków wajsowskim Bożym Pułkiem, czego potwierdzenie znajdujemy w materiałach biograficznych, jest zrozumiałe, jeśli patrzymy na nie w kontekście podstawowych założeń programowych ideologii Wajsowa (cytuję za Gajanem Wajsowem, s. 216):

„1. Bóg jest jeden dla wszystkich bez wyjątku ludzi całego świata;
2. Wszyscy ludzie są braćmi i równymi między sobą; przeto nie ma różnicy ze względu na przynależność państwową lub na stan człowieka (duchowieństwo, szlachta, mieszczanie, chłopi, itp.), jest, bowiem tylko człowiek, jako członek jednej wielkiej rodziny świata;
3. Żadnej wojny i służby wojskowej być nie powinno, bo wtedy uświęcone byłoby bratobójstwo.”

Stosunek Lwa Tołstoja do islamu zasługuje na obszerne opracowanie. Nie był pozbawiony krytycyzmu, ale też wiele z nauki muzułmańskiej było bliskie mędrcowi z Jasnej Polany. Pod koniec życia, w roku 1909, mówił, że zawsze odnosił się do islamu z szacunkiem i uważał, że w porównaniu z nauką cerkiewną stoi on o wiele wyżej. Pisarz tłumaczył to późniejszym pojawieniem się tej religii i uniknięciem błędów chrześcijaństwa. Również tym, iż nie wymaga ona – jak oceniał – tak zdecydowanego przewrotu w życiu jednostki.

Zainteresowanie wiarą Muhammadową było u Tołstoja na równi z ciekawością innych systemów religijnych przejawem zatroskania o los własny, innych ludzi i los społeczeństw. Autor Zmartwychwstania uważał, że mądrość Wed, taoizm, chrześcijaństwo czy islam mają tę samą religijną podstawę. „To, co wspólne w religiach, jest i w Koranie: głoszenie miłości. Koran jest konsekwentny. Mahomet zakazuje zabójstw, szerzenia wiary przez wojnę. Nie znamy islamu tak, jak muzułmanie znają chrześcijaństwo, a naród, który nie ma religii, nie może nie być w opłakanym stanie (…)”

(Rocznik Muzułmański nr 4)

Podobne wpisy