Czy muzułmanie się integrują?

Arkadiusz Miernik

Pytanie o to czy dwudziestomilionowa, wewnętrznie zróżnicowana rzesza ludzi w Europie integruje się z resztą swoich społeczeństw jest jak pytanie o to czy Polacy w Niemczech kradną samochody. Kradnie wystarczająca liczba by zostało to zauważone i by urósł wokół tego pewien stereotyp, przekładanie jednak tego zjawiska na większość Polaków czy wręcz uczynienie z niego fundamentu niemieckiej polityki wobec mniejszości polskiej byłoby kompletnie absurdalne i niepoważne. W przypadku muzułmańskiej integracji tego typu generalizacja nie tylko staje się całkowicie dopuszczalna, ale wręcz urasta do rangi aksjomatu, którego nikt nie musi nawet udowadniać.

Gdzie w świetle takiego hurtowego i generalizującego twierdzenia jak „muzułmanie nie integrują się z zachodnią kulturą” umieścić np. 83% brytyjskich muzułmanów deklarujących swój patriotyzm (procent wyższy niż wśród populacji niemuzułmańskiej)? Albo francuskich muzułmanów, z których tylko połowa deklaruje, że praktykuje w jakimś stopniu islam, a nawet z tej połowy zaledwie kilka procent deklaruje regularne uczęszczanie do meczetu? Gdzie na tle rzekomego braku integracji umiejscowić muzułmanów zakładających organizacje charytatywne pomagające potrzebującym niemuzułmanom? Muzułmanów karmiących niemuzułmańskich bezdomnych? Muzułmanów każdego roku nagradzanych przez brytyjską królową orderami za wybitne zasługi na polu kultury, edukacji czy dobroczynności? Muzułmanów z angielskiego Bradford ratujących podupadającą synagogę? Nowojorskich muzułmanów udostępniających swój meczet na modlitwy Żydom eksmitowanym ze swej synagogi? Muzułmanów, którzy zebrali sto tysięcy dolarów na odbudowę spalonych przez rasistów kościołów na południu Ameryki, lub tych, którzy zebrali tyle samo dla rodzin ofiar strzelaniny w San Bernardino? Muzułmanów biorących czynny udział w europejskiej polityce, i to w każdej niemal opcji politycznej, a nie w żadnych marginalnych „Partiach Islamu”? Gdzie w dyskursie o braku integracji stoi muzułmański burmistrz Roterdamu, muzułmańska minister edukacji w Szwecji, czy muzułmańscy kongresmeni w USA? Muzułmańscy sportowcy zdobywający medale dla swoich europejskich krajów? Muzułmanie służący w armiach większości zachodnich państw? Przykłady integracji, lojalności i postawy obywatelskiej wśród zachodnich muzułmanów można wymieniać w nieskończoność, lub po prostu zdroworozsądkowo dojść do wniosku tak oczywistego jak i niewygodnego: że niektórzy muzułmanie się integrują, inni nie. Że wśród tych, którzy się integrują mamy do czynienia z całym spektrum – od pełnej asymilacji i wyparcia praktyki islamu do sfery prywatnej aż po umiejętne zachowanie równowagi między wiernością zasadom religii a wymogami życia w niemuzułmańskim kraju; a wśród tych, którzy się nie integrują – od takich, którzy zachodnią kulturą gardzą i mają wobec niej roszczeniowy stosunek aż po takich, którzy po prostu się od niej izolują, żyjąc na jej marginesie, w żaden sposób jej jednak nie atakując.

Mając do czynienia z wielomilionową, wewnętrznie zróżnicowaną społecznością, widzimy w niej to, co widzieć chcemy i wybieramy to, co potwierdza nasze z góry założone tezy, w tym przypadku tezę o braku muzułmańskiej integracji. Ten sam mechanizm sprawiał, że antysemici z pierwszych dekad dwudziestego wieku myśląc o poziomie integracji i lojalności europejskich Żydów nie widzieli Einsteina, Kafki czy Chagalla, ale tylko i wyłącznie izolujących się ultraortodoksów oraz Żydów mających nieproporcjonalnie duży udział w ówczesnym lewicowym terroryzmie.

Innym powodem tak łatwego twierdzenia, że „muzułmanie się nie integrują” jest bardzo luźne podejście do definicji „integracji” oraz wąska definicja „kultury”. Choć nie sposób satysfakcjonująco omówić tego w tym artykule, to warto zadać sobie następujące pytania: czy ktoś jest „zintegrowany” jeśli przestrzega prawa i w miarę dobrze dogaduje się z otoczeniem, lub przynajmniej nie wchodzi mu w drogę; czy też żeby zasłużyć sobie na to miano człowiek musi się w pełni konformistycznie zasymilować, rezygnując z wszelkich aspektów swej religii i kultury pochodzenia? Czy „kultura” jest statyczną, niezmienną jednostką czy raczej procesem, który nie tylko ulega pewnej ewolucji, ale też cechuje się wewnętrzną różnorodnością? Czy kwestia integracji europejskiego muzułmanina sprowadza się do wyboru tylko między społecznym konformizmem a kurczowym trzymaniem się kultury kraju pochodzenia? Jaką kulturę reprezentuje np. francuski imigrant drugiego bądź trzeciego pokolenia, wychowany nie w tradycyjnej kulturze kraju swoich przodków, ale w ulicznej kulturze hiphopowej gangsterki, czerpiącej wzorce bardziej z Bronxu i Harlemu niż Kairu czy Marakeszu? Czy urodzony i wychowany w Polsce syn Araba, ukształtowany przez kulturę „HWDP”, „szlachta nie pracuje” i promowany przez część kultury hiphopowej macho-seksizm, byłby uważany za „zintegrowanego” czy dalej widzielibyśmy w nim produkt kultury kraju ojca, w którym był może dwa razy na wakacjach?

Fot. Daniel Rivas Pacheco/Flickr
Fot. Daniel Rivas Pacheco/Flickr

Dwa przypadki są dla mnie symbolem fundamentalnej nieuczciwości i ideologizacji narracji o „nieintegrujących się muzułmanach”. Pierwszy to debata nad możliwością noszenia hidżabu przez muzułmańskie policjantki – jego zakaz w niektórych krajach uznawany jest przez część islamofobów za sukces modelu integracji, zezwolenie zaś w innych krajach za owego modelu porażkę. Zastanówmy się jednak przez chwilę o kim mówimy – o kobietach, które łamiąc pewne tabu dotyczące roli kobiet w ich kulturach pochodzenia postanawiają narażać swoje zdrowie i życie chroniąc swych współobywateli i stojąc na straży europejskiego porządku publicznego. Trudno jest mi sobie wyobrazić lepszy przykład chęci integracji, a jednak kobiety te klasyfikowane są jako odrzucające integrację ponieważ ową służbę społeczeństwu chcą łączyć z zachowaniem wierności elementarnym zasadom swej religii.

Drugi symbol tej debaty to Latifa Ibn Ziaten, matka francuskiego żołnierza zabitego w 2012 roku w ataku terrorystycznym w Tuluzie, prowadząca fundację na rzecz pokoju, dialogu muzułmańsko-żydowskiego i sekularyzmu. Kiedy zjawiła się na poświęconej świeckości konferencji we francuskim parlamencie, została przez kilku uczestników wygwizdana ponieważ zakrywa włosy chustą. Kobieta, która oddała w służbie Francji swego syna i która prowadzi działalność promującą świeckość wśród muzułmanów okazała się być „niezintegrowana”.

Może więc zanim zadamy sobie pytania o to, czy muzułmanie się integrują, zacznijmy od uczciwej odpowiedzi na pytanie: czy naprawdę tej integracji chcemy? Czy za „integrację” jesteśmy w stanie przyjąć cokolwiek innego niż całkowite rozpłynięcie się muzułmańskiej tożsamości? Czy jesteśmy gotowi pozwolić europejskiemu muzułmaninowi na jakąkolwiek inną ekspresję jego wiary niż pomodlenie się „w domu po kryjomu”? Czy dyskurs o „nieintegrujących się” muzułmanach nie staje się po prostu narzędziem ich permamentnego wykluczania?

Podobne wpisy