Muzułmańskie feministki na Zachodzie

Beata Abdallah-Krzepkowska

Paradoksalne, że jedyna religia, która w swych tekstach  ma zapisaną równość płci uznawana jest dzisiaj za najbardziej opresyjną wobec kobiet.” (Margot Badran)

Jak doskonale wiadomo, brązowe kobiety istnieją po to żeby biali mężczyźni i białe kobiety, moszcząc się wygodnie w poczuciu wyższości moralnej, mogli je ratować przed brązowymi mężczyznami.  Brązowa kobieta ma budzić współczucie i pragnienie zbawiania jej i oświecania.  Muzułmanka, ta szczególna odmiana brązowej kobiety, ma być uległą niewolnicą, budzącą fałszywe współczucie lub radośnie porzucającą okowy religii (i koniecznie hidżabu!) uczennicą Nowoczesności, podążającą drogą oświecaną kagankami nauczycieli Wolności i Postępu ku Ostatecznemu Liberalnemu Wyzwoleniu. A kiedy brązowe kobiety ośmielają się wyjść z roli, którą dla nich rozpisano i mówią własnym głosem, budzą złość.

Może dlatego ukazanie się książki Marty Widy-Behiesse „Feministki muzułmańskie na Zachodzie”, w której oddaje ona podmiotowość muzułmańskim feministkom, przeszła u nas bez echa, a w mediach społecznościowych wzbudziła jedynie kpiące uśmieszki i uszczypliwe komentarze.

Brązowe kobiety mają głos

Tymczasem książka ta to w istocie pierwsza w języku polskim popularnonaukowa praca na temat ruchu, który zdobył w ostatnim czasie ogromną popularność w świecie islamu.

Ruchy feministyczne pojawiły się w tym samym czasie w świecie muzułmańskim i na Zachodzie, podobnie równolegle narodziły się ruchy feministyczne związane z religiami abrahamowymi – chrześcijaństwem, judaizmem i islamem. Feminizm muzułmański, rozwijający się w innych warunkach niż siostrzane ruchy judaistyczne i chrześcijańskie, był odpowiedzią na „zachodni” (dla wielu muzułmanów również imperialistyczny i kolonialny, co nie dziwi biorąc pod uwagę ich sytuację polityczną) charakter świeckich ruchów emancypacyjnych i na islamizację życia społecznego i politycznego świata muzułmańskiego w trzech ostatnich dekadach XX wieku. Feminizm muzułmański osiągnął swój szczyt w ciągu ostatnich 10 lat, trafiając pod muzułmańskie strzechy czyli do serc muzułmanek – do rzesz wykształconych i aktywnych zawodowo kobiet głównie z klasy średniej, dla których bycie homo religiosus łączy się w sposób konieczny z ideą praw człowieka, którą można i trzeba odzyskać na nowo z własnych świętych tekstów.

Odwołując się do nich dla uzasadnienia swoich praw, muzułmańskie feministki nie musiały długo szukać.  Za podstawę swoich rozważań wzięły tekst Objawienia, a jako że święta księga islamu i praktyki początków islamu stawiają kobietę na równi z mężczyzną, to ich start był łatwiejszy od poszukiwań ich chrześcijańskich sióstr. Nie ma tu problemów, z jakimi  mierzyć się muszą chrześcijańskie feministki – nie ma antropomorfizowanego na wzór mężczyzny Boga ojca, nie ma występnej i kuszącej  Adama Ewy, nie ma, przynajmniej w Koranie, stworzenia kobiety z żebra. Przeszkoda jest łatwiejsza do pokonania, bo są nią twory ludzkie – skostniałe patriarchalne struktury społeczne i będąca ich zarówno przyczyną i skutkiem patriarchalna interpretacja Koranu i sunny. Feministyczna analiza Koranu stanowi więc bazę dla ruchu emancypacyjnego. Muzułmańskie intelektualistki poprzez analizę językową i odwołanie się do praktyk początków islamu dekonstruują wielowiekowe tradycje interpretacji tekstów w duchu patriarchalnym, które przez wieki narosły i utrwaliły się w muzułmańskim dyskursie.

Feministki odwołują się również do dziejów początków islamu, dostarczających przykładów kobiet, które dziś uznane zostałyby za „silne i niezależne”. Są wśród nich pierwsze muzułmanki, są żony Proroka,  wśród których dwie najważniejsze – Chadidża i Aisza – były jednocześnie bardzo silnymi i niepospolitymi  osobowościami. Ideał  „kobiety uległej” ukształtował się znacznie później.

Badaczka przedstawia  poglądy szeregu myślicielek o bardzo szeroko wachlarzu poglądów, o różnym stopniu popularności w świecie muzułmańskim i różnym zakresie działalności i polu zainteresowań. Od  pionierek jak Huda Szarawi i Fatma Mernissi, poprzez tak wpływowe myślicielki jak Amina Wadud czy  Asma Barlas, aż do tak kontrowersyjnych postaci, które z trudem sytuują się po stronie muzułmańskiego feminizmu, jak Necla Kelek.

Feministki muzułmańskie na Zachodzie” to praca nieorientalizująca, oddająca bohaterkom podmiotowość, pozwalająca kobietom mówić o tym, co dla nich ważne, wprowadzająca w sposób uczciwy i rzetelny w świat współczesnej i kobiecej hermeneutyki koranicznej i dociekań intelektualnych.   Autorka w bardzo niewielkim stopniu komentuje stanowiska muzułmańskich intelektualistek, ogranicza się do zreferowania ich poglądów i informacji o ich percepcji w środowisku muzułmańskim.  Pisze bez tak typowego dla tematyki „kobiety muzułmańskiej” pochylania się, głaskania po główce, klepania po pleckach  i analizowania procentowej zawartości liberalizmu w poglądach.

Książka ta mogłaby być idealnym przewodnikiem dla niezliczonych ludzi mediów czy intelektualistów zabierających głos na temat muzułmańskich kobiet. Powiem pesymistycznie, że wątpię, iż tak się stanie. Wątpię w to, że w najbliższym czasie nasze media i nasi intelektualiści porzucą postawę paternalistyczną, jako anachroniczny spadek po zachodnich postawach sprzed kilku dekad.

Jedyny mój zarzut to niewielka objętość książki i związana z tym konieczność mocno skondensowanego potraktowania niezwykle ciekawego materiału. Oby takich prac w naszym ojczystym języku przybywało!

 

Dr Beata Abdallah-Krzepkowska – absolwentka arabistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, adiunkt w Zakładzie Orientalistyki na Uniwersytecie Śląskim, zainteresowania naukowe: język Koranu, islam europejski, zagadnienia współczesnego islamu.

 

 

Podobne wpisy