Mój rok z Koranem. Rozmowa z Carlą Power

Carla Power jest amerykańską dziennikarką, zadeklarowaną świecką humanistką i autorką książki „Gdyby oceany były atramentem: nieprawdopodobna przyjaźń i podróż do serca Koranu”, będącej zapisem roku spędzonego na czytaniu Koranu i debatach nad jego treścią z mieszkającym w Anglii muzułmńskim uczonym, szejchem Mohammadem Akramem Nadwi. Rozmawia Souheila Al-Jadda.

 

Co zainspirowało cię do nauki Koranu z tym konkretnym szejchem?

Nie powiedziałabym, że chęć „nauczenia się Koranu”, ponieważ byłoby to trochę aroganckie. Chciałam go jednak przestudiować, omawiając na bieżąco wiele kwestii z muzułmańskim uczonym. W swej pracy dziennikarskiej przez około siedemnaście lat pisałam o muzułmanach i społeczeństwach islamskich, w pewnym momencie zdając sobie sprawę z faktu, że w dalszym ciągu nie do końca wiem co jest motorem opisywanych przeze mnie zjawisk i światopoglądów. Moja redakcja nigdy nie oczekiwała ode mnie bym przeczytała Koran, dowiedziała się jak rozumieją go opisywani przeze mnie ludzie, czy jaki wpływ ma on na dotyczące ich debaty, od terroryzmu, przez debatę o hidżabie, migracji, aż do powstania amerykańskiej tożsamości muzułmańskiej. Moje relacje zawsze skupiały się na samych wydarzeniach. Muzułmanie byli ludźmi, którzy robili różne rzeczy, czy to kandydowali do Kongresu, czy budowali meczet. W pewnym momencie poczułam się lekko zawstydzona, że nigdy tak naprawdę nie próbowałam zanurzyć się w światopoglądzie choćby jednego muzułmanina. Wiem, że jest ich wielu i naprawdę chciałam zrozumieć jak Koran i hadisy wpływają na ich życie.

To przypomina mi coś, o czym wspomniałaś we wstępie swojej książki, a mianowicie, że czytanie Koranu „powinno być warunkiem wstępnym zrozumienia ludzkości”. Czy po roku czytania Koranu z szejchem czujesz, że lepiej rozumiesz ten świat?

Tak czuję, to prawda. Zawsze czułam się, jakbym stąpała tylko po powierzchni. Spędzenie tak dużo czasu z kimś, kto naprawdę prowadzi całe swe życie w sposób skupiony na Bogu w pewnym stopniu wywróciło mój świat do góry nogami, ponieważ stanowiło to tak wielki kontrast z moim własnym spojrzeniem na świat. Wychowywałam się, jak większość Amerykanów, w sposób stawiający mnie samą w centrum mojego świata. Obserwowanie sposobu w jaki szejch wychowywał sześć córek żyjąc w świecie skoncentrowanym na Bogu było dla mnie prawdziwym objawieniem. Byłam zdumiona, widząc jego pokorę w obliczu darów i osiągnięć, które zawsze traktował jako zasługę Boga, a nie swoją. Może brzmi to trochę jak banał ale w tym przypadku nim nie było. Przyglądanie się temu z bliska naprawdę było imponujące.

Co najbardziej zaskoczyło cię w tym, czego się nauczyłaś lub o czym rozmawiałaś z szejchem?

Najbardziej zdziwiło mnie chyba to, że musiałam zmienić swoje własne kryteria tego, co jest konserwatywne, a co liberalne, co jest otwarte i tolerancyjne, całe moje spektrum uległo zupełnemu przesunięciu. Pamiętam, że rozmawiałam na ten temat z innym profesorem islamu w Cambridge i powiedziałam mu, że zupełnie tego nie rozumiem, szejch z jednej strony jest wielkim orędownikiem praw kobiet,  z drugiej strony wierzy w dosłowny ogień piekielny. Nie potrafię go określić, ani umieścić nigdzie na normalnym spektrum. Jak można go określić na tle innych muzułmanów? Profesor ten odpowiedział mi: „zapomnij o jakimkolwiek spektrum, nie próbuj dopasowywać tego do zachodniego schematu. Nie umieścisz go nigdzie na linii między lewicą a prawicą czy liberalizmem a konserwatyzmem, to byłoby narzucanie innym twojego światopoglądu”.

Szejch Akram Nadwi Fot. Wikimedia Commons
Szejch Akram Nadwi Fot. Wikimedia Commons

Wspomniałaś w swojej książce, że niejednokrotnie czułaś się zawiedziona niektórymi poglądami czy wyjaśnieniami szejcha, na przykład w sprawie homoseksualizmu. Rozmawiałaś z nim o wielu kontrowersyjnych kwestiach, takich jak poligamia czy idea dżihadu. Czy ten rok nauki z nim zmienił jakiekolwiek z twoich poglądów jako zwolenniczki świeckości? Od dłuższego czasu zajmujesz się Bliskim Wschodem, więc już dużo wiesz o tych kwestiach.

 Pomógł mi zrozumieć pewien szerszy kontekst i to dlaczego niektórzy ludzie popierają pewne idee. Przypomniał mi jak niewiele czasu minęło odkąd Zachód nadał kobietom ich prawa, np. w Szwajcarii uzyskały prawa wyborcze dopiero w 1970 czy 1971 roku. Mówimy z taką wyższością moralną o równych prawach, których w pełni dalej nigdzie nie wprowadzono. Właściwie nie zmienił w pełni mojego zdania w jakiejkolwiek kwestii, sprawił jednak, że dostrzegłam piękno w życiu skupionym na Bogu, życiu z tym, co muzułmanie nazywają taqła czyli świadomość Boga. Z pewnością zrewidował też moje poglądy na to, co jest ważne w islamie. Wcześniej, tak jak wielu ludzi, koncentrowałam się na kwestiach politycznych i społecznych. Czas spędzony z szejchem pokazał mi, że zewnętrzne oznaki pobożności nic nie znaczą, jeśli nie masz wewnętrznej pobożności. W jego oczach cała ta obsesja na punkcie ustanawiania islamskiego systemu z zasłonami, brodami itd., nie ma większego znaczenia jeśli ludzie nie przestrzegają tych rzeczy w ramach autentycznej pobożności. Jako dziennikarka do tej pory przyglądałam sie jedynie zewnętrznym wydarzeniom, nie widząc żadnych wartościowych historii w wewnętrznym, duchowym życiu ludzi. To się zmieniło.

Najbardziej ekscytujące było jednak dla mnie obserwowanie jak szejch zmienia zdanie w niektórych kwestiach. Nie było to pod moim wpływem ale pod wpływem dwóch jego bardzo błyskotliwych studentek. Zrewidował na przykład swoje poglądy na temat małżeństw osób niepełnoletnich. To był naprawdę niezwykły moment. Jedna z tych młodych kobiet studiowała najpierw fizykę, a następnie myśl średniowiecznego islamu. Druga była lekarką i miała okazję obserwować konsekwencje takich małżeństw w krajach takich jak Kenia i bodajże Zambia. Przyszły na zajęcia, długo argumentowały, mówiąc: „nie może tak być jeśli islam jest religią sprawiedliwości i dobroci, to powoduje ogromne cierpienie muzułmańskich kobiet i ich dzieci”. Szejch przed następnymi zajęciami przejrzał klasyczne teksty, znajdując fatwę z ósmego wieku, przeciwną takim małżeństwom, odbierającym kobiecie możliwość wyboru męża. Przyszedł do klasy tydzień później i ogłosił: „Mam coś do powiedzenia, zmieniłem zdanie. Argumentacja tych młodych kobiet zrewidowała moje stanowisko”. Myślę, że od każdego profesora coś takiego wymaga wielkiej odwagi.

 Przez całą twoją książkę przewija się temat więzi i potrzeby jej nawiązywania, czy to z religią, z Bogiem, sztuką, czy z innymi ludźmi. Więź z ludźmi wydaje się być dla ciebie naprawdę ważna. W pewnym momencie znajdujesz się w centrum żydowskiego rytuału w wyniku śmierci matki, która zmarła mniej więcej w tym samym czasie co matka szejcha. Czy czujesz, że odnowiłaś kontakt z własnym żydowskim wychowaniem, historią i kulturą?

Tak, w tamtym konkretnym momencie tak było. Odmawianie Kadiszu i przebywanie wśród żydowskich przyjaciół mojej mamy było dla mnie bardzo pocieszające. W dalszym jednak ciągu niestety niezbyt znam moje żydowskie dziedzictwo, podobnie jak dziedzictwo tej części mojej rodziny, która związana jest z kwakrami. Wydaje mi się jednak, że zyskałam nowy szacunek dla wszelkiego rodzaju uczuć religijnych. Dane mi było ujrzeć ich piękno. Nadal jestem niestety Żydówką tylko kulturową, a nie na jakimkolwiek głębszym poziomie. W tym roku jednak moje dzieci po raz pierwszy poszły na Paschę i były tym bardzo podekscytowane, więc kto wie co przyniesie nam przyszłość?

W książce kilkakrotnie wspominasz o dzieciach. Kilka razy zabrałaś je ze sobą do meczetu i domu szejcha. Jak rozmawiałaś z nimi o tym, co robisz i ogólnie o religii?

Mówiłam im, że jest według mnie bardzo ważne byśmy spróbowali zrozumieć inne kultury i inne wyznania. Że uważałam szejcha za wspaniałego człowieka i dobrego przyjaciela i że starałam się zrozumieć jego punkt widzenia. Moje dzieci to rozumieją. Kładziemy w naszym domu duży nacisk na podróżowanie i patrzenie na rzeczy z punktu widzenia innych ludzi. To, co robiłam było więc pewnym przedłużeniem rzeczy, które robiliśmy już wcześniej. Zawsze strofowałam dzieci kiedy nie próbowały spojrzeć na coś z punktu widzenia innego człowieka.

Jedna z rzeczy w twojej książce, która utkwiła mi w pamięci, to fakt, że opisałaś czytanie Koranu tak, jakbyś podróżowała po pustyni w karawanie z szejchem. Bardzo mi się takie porównanie podobało. Pomyślałam, że może wpłynęła na ciebie poezja, rytm i obrazy Koranu?

 Szejch jest wielkim miłośnikiem poezji. Czytałam podróż przez pustynię Iqbala [pakistańskiego poety] – nie wiem, jak to się nazywało, ale chodziło o podróż przez pustynię na pielgrzymkę. Zdecydowanie czasami myślałam o nas jak o małej karawanie, która gubiła się i odnajdywała na nowo…

Wspomniałaś, że początkowo myślałaś o zatytułowaniu swojej książki „Czytanie Koranu w Starbucksie”. Ciekawa jestem co zazwyczaj pijasz w Starbucks, na wypadek gdyby ktoś chciał coś ci kupić?

Nie mogę przekonać się do nowomodnych rzeczy. Jestem staroświecka a więc stare, dobre chude cappuccino. I bardzo chętnie usiądę z każdym, kto serwuje masala czai.

Źródło: The Islamic Monthly

Podobne wpisy