Huda Szarawi: „Egipcjanka”

Beata Abdallah-Krzepkowska

Wydanie  w  naszym kraju wspomnień Hudy Szarawi, pionierki egipskiego, arabskiego  a zarazem muzułmańskiego feminizmu, łączącej w swojej działalności hasła emancypacji kobiet z ideami niepodległościowymi, jest kolejnym krokiem w kierunku oddawania podmiotowości muzułmankom, będącym jednymi z ważnych Innych naszej zbiorowej wyobraźni. O ileż lepiej oglądać świat „kobiet Orientu” odsłaniany nam  przez mieszkankę tego świata, dającą świadectwo swojemu życiu i dziełu, kobiety, której życie było walką o podmiotowość – swojej płci, swojego narodu i kraju.  O ileż lepsze jest to od chorobliwego podglądactwa polskich erotomanów-gawędziarzy, masowo produkujących książeczki z kobietami w nikabach na okładkach zatłuszczonych ich chorą wyobraźnią, lepką jak spojrzenie podstarzałego lubieżnika w zatłoczonym tramwaju.

Urodzona pod koniec XIX-go wieku w osmańskim Kairze Huda odsłania przed nami fragmenty swojego życia, domu, rodziny – tej, z której wyszła i tej, którą stworzyła wraz z mężem, Alim Szarawim, politykiem partii Wafd. Akt takiej odsłony był w owym czasie niezwykły i rewolucyjny, co trudno jest wyobrazić sobie nam, przywykłym do kultury wojeryzmu i porno-życia, pokazywania siebie i oglądania innych.  Dziś wspomnienia te mogą być odbierane jako powściągliwe zapiski nobliwej damy. Dyskrecja, ochrona intymności, uczuć, relacji rodzinnych, świętej wprost sfery prywatnej  to wypływający z religii motyw  kultury muzułmańskiej, często nieczytelny dla osób spoza tej kultury, którzy mogą odebrać te wspomnienia jak powściągliwe zapiski nobliwej damy. Na odważny czyn napisania o sobie Huda decyduje się po innym, legendarnym już akcie odsłonięcia się, gdy publicznie zdjęła zasłonę. Pisała  jednak te wspomnienia (a właściwie dyktowała je swojemu sekretarzowi) nie dla siebie, ale   z myślą o opublikowaniu ich swojej śmierci, co osłabiło ich intymny charakter.

Dom rodzinny, który przedstawia nam Huda, nie jest domem przeciętnych mieszkańców Egiptu. Jej rodzina należy do elit tamtego okresu – to zamożna i wpływowa burżuazja egipska, ludzie kształtujący swoją epokę. Dom, w którym dba się o kształcenie dzieci, czyta, dyskutuje, a o przyziemne potrzeby domowników troszczy się armia służby i niewolników. Jest to jednak zarazem dom bardzo tradycyjny,  w którym Huda cieszy się miłością dwóch matek – swojej własnej, Czerkieski będącej młodziutką  żoną  sędziwego już ojca, Muhammada Sultana Paszy, polityka i posiadacza ziemskiego, a także „starszej matki”, jak ją nazywała, pierwszej żony swojego ojca. Dom z częścią męską/publiczną i prywatną (haremem), gdzie jako czytelnicy spędzamy najwięcej czasu, tu też dzieje się najwięcej ciekawych rzeczy. Był to też  klasyczny osmański dom wielu światów, etnosów i kultur – członków rodziny i służących pochodzących z różnych stron Imperium i spoza jego granic, dom goszczący ludzi władzy i wpływów, ale i miejsce, gdzie przychodziły „kobiety z dzielnicy”, handlujące i świadczące różne usługi paniom domu. Ten dom ukształtował pionierkę feminizmu, którą widzimy jako typową działaczkę tej epoki –  podobnie jak jej siostry w aktywizmie,  działające na przełomie XIX i XX wieku  zarówno te na Zachodzie jak w i w krajach poddanych wpływom Zachodu, była kobietą z wyższych sfer, która dzięki swojemu pochodzeniu, koneksjom rodzinnym, pozycji społecznej i pomocy wpływowych mężczyzn z rodziny  i swojego kręgu towarzyskiego mogła prowadzić działalność społeczną i polityczną w imieniu tych, którzy takiej możliwości nie mają.  I tak jak jej odpowiedniczki w innych krajach, Huda jako przedstawicielka elit była mocno oderwana od społeczeństwa, w którym żyła i w imieniu którego przemawiała.

Druga część wspomnień ma mniej osobisty charakter, to bardziej sprawozdanie z działalności społecznej i politycznej Hudy Szarawi, jej podroży, kontaktów z feministkami z Europy i świata niż raporty z  życia rodzinnego. Otrzymujemy dzięki nim wgląd  nie tylko w pionierskie lata arabskiego feminizmu, ale i w sytuację polityczną tego jakże ważnego dla Egiptu i świata arabsko-muzułmańskiego okresu. To czas gdy na gruzach Imperium Osmańskiego rodziły się nowe twory polityczne, napływające z Zachodu idee formatowały horyzont myśli, a ferment intelektualny nie pozostawiał żadnych dziedzin życia w ich dotychczasowej formie. Słowem – świat Wschodu skakał bez asekuracji wprost w odmęty modernizacji, a w odmętach tych pływała dzielnie pionierska Huda, nie tylko działając na polu emancypacji kobiet, ale i biorąc aktywny udział w rewolucji przeciw panowaniu brytyjskiemu. I choć czytelnik może czuć się przytłoczony wieloma szczegółami (tłumaczka podjęła, słuszną moim  zdaniem, decyzję o wycięciu fragmentów dotyczących polityki, które mogą zainteresować tylko specjalistów), to ta część wspomnień jest również zdecydowanie warta przeczytania. W moim odczuciu książce brakuje jednak przypisów, wiele poruszanych w niej zagadnień jest nieoczywistych dla czytelnika mającego niewielkie pojecie o Bliskim Wschodzie, historii Egiptu, islamie, czy kulturze arabskiej. Można też dyskutować czy zasadne było pozostawienie w tłumaczeniu dużej liczby arabskich konstrukcji składniowych, zwłaszcza w drugiej części książki.

I o ile jesteśmy winni wdzięczność wydawcy, Bibliotece Polsko-Arabskiej oraz tłumaczce Agnieszce Piotrowskiej za wydanie tej ważnej pozycji i przybliżenie polskiemu czytelnikowi wybitnej postaci arabskiego feminizmu, to trzeba również wspomnieć o nieprzyjemnym zgrzycie, który nieco psuje lekturę.

Tekst „Egipcjanki” poprzedzony jest trzema wstępami – pierwszy autorstwa historyka i publicysty dziennika „Al-Ahram” Ihaba Umara, drugi  pochodzącej z rodziny polsko-arabskiej prof. Hali Kamal z Uniwersytetu Kairskiego, anglistki specjalizującą się w badaniach nad przekładem w kontekście studiów feministycznych i genderowych,  badaczki z Uniwersytetu Kairskiego, działaczki The Women and Memory Forum, i w końcu trzeci napisany przez  tłumaczkę ,,Egipcjanki”, Agnieszkę Piotrowską. Wstępy autorstwa obu pań to wartościowe, informacyjne teksty, choć mogłyby skorzystać na przedstawieniu szerszej perspektywy historyczno-kulturowej czytelnikowi będącemu laikiem w kwestiach Bliskiego Wschodu.  Otwierający swoim tekstem książkę pan Umar raczy nas jednak niestety gorącą filipiką, gęstą od politycznych kuksańców i pełną zastraszającej ilości przekłamań dotyczących historii.  Jako czytelnicy spodziewamy się solidnej dawki wiedzy o znaczeniu postaci Hudy, o percepcji jej postaci  we współczesnym Egipcie, w świecie arabskim, wśród feministek arabskich i muzułmańskich. Otrzymujemy tymczasem pełne  ideologicznego  zacietrzewienia agresywne i niewybredne połączenie  panegiryku z pamfletem, napisane na klęczkach i wymierzone we wszystkich tych, w których postać Hudy nie wzbudza nabożnego zachwytu i traktujące każdą krytykę Hudy jak bluźnierstwo i zamach na świętość. Nie rozumiem intencji przyświecających  zrobieniu ze wstępu do tej wartościowej książki trybuny do głoszenia poglądów politycznych przez przypadkowego egipskiego żurnalistę. Huda nie jest spiżowym posągiem, którego pan Umar musiałby bronić swoją dość toporną maczetą, jest wciąż budzącą żywe emocje postacią, z którą współczesne intelektualistki i  działaczki ruchów kobiecych i feministycznych wchodzą w żywy dialog. Krytyka Hudy wychodzi  z wielu, czasem bardzo odmiennych miejsc, np. z pozycji marksistowskich,  ze strony wybitnej postaci arabskiego feminizmu, Nawal As-Sadawi, dla której Huda jest przedstawicielką elit, reprezentującą tylko wąskie środowisko kobiet z klasy wyższej, zainteresowanych wyłącznie walką z opresją dotykającą ich środowisko, a nie walką  ze strukturalną przemocą i niesprawiedliwością społeczną.  Wysoka pozycja społeczna i ekonomiczna Hudy, pomoc jej męża, dobrze sytuowanego politycznie członka partii Wafd, koneksje, a później status wdowy, cały ten kapitał, zapewniający niezależność działań, był jej siłą,  którą potrafiła wykorzystać jedynie w celu polepszenia sytuacji kobiet ze swojej  i tak już uprzywilejowanej sfery.

Hudę Szarawi można uważać za prekursorkę feminizmu muzułmańskiego, bowiem za przyczynę opresji kobiet uznaje uwarunkowania kulturowe i społeczne świata muzułmańskiego, a nie sam islam,  do którego często odwołuje się w swoim rozumieniu roli kobiety i który jest dla niej źródłem godności, równości i sprawiedliwości. Jednak i jako pionierka feminizmu muzułmańskiego jest obecnie krytykowana także przez część  feministek muzułmańskich i kobiecych środowisk fundamentalistycznych za ślepe wzorowane się na feminizmie zachodnim, bez uwzględniania lokalnego i muzułmańskiego kontekstu. Nawet jej słynny symboliczny akt „zrzucenia zasłony” nie jest przez współczesne feministki oceniany jednoznacznie pozytywnie. Według Leili Ahmed, egipsko-amerykańskiej badaczki i feministki, Huda wpisała się tym gestem w dyskurs narzucony przez  kolonializm i dominujący zachodni feminizm, dla którego zasłona stanowi symbol ucisku „kobiety Orientu”.

Tego obiektywnego, wieloaspektowego spojrzenia we wstępie do wspomnień pierwszej damy feminizmu arabskiego brakuje, brakuje też wiary w czytelnika i jego zdolność do krytycznego myślenia. Tymczasem i postać formatu Hudy Szarawi  i polski czytelnik zasługują na coś więcej.

 

Dr Beata Abdallah-Krzepkowska – absolwentka arabistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, adiunkt w Zakładzie Orientalistyki na Uniwersytecie Śląskim, zainteresowania naukowe: język Koranu, islam europejski, zagadnienia współczesnego islamu.

 

 

 

 

Podobne wpisy